„When sorrows come, they come not single spies. But in battalions”

Ostatnia wizyta w Londynie nie była tak intensywna teatralnie jak kilkanaście poprzednich. Tylko 3 przedstawienia w czasie 3-dniowego pobytu, to zaskakująco mało. Normalnie wcisnęłabym w tym czasie 6 spektakli. Ale pandemia nie odpuszcza, co widać również w repertuarach londyńskich teatrów, w których trochę powtórek, transferów, a trochę mniej nowych, elektryzujących pozycji. Ale nie ma tego złego… w końcu miałam czas, by poszwędać się po modnych dzielnicach Londynu, zajrzeć do ulubionych restauracji i marketów, wszak nie samym teatrem człowiek żyje…

Teatralnie wyjazd upłynął pod znakiem Szekspira. W planie znalazły się klasyki dramaturga, czyli Hamlet i Makbet oraz jukebox musical &Juliet o szekspirowskiej Julii, której udaje się uniknąć dramatycznej śmierci.

Hamlet | Young Vic

W angielskich teatrach Hamlet nie musi być białym 30-latkiem, jakim widział go Szekspir. Kilka miesięcy temu, w Theatre Royal Windsor, z powodzeniem grał tę postać 82-letni Ian McKellen! Zaś w Young Vic Theatre ta rola przypadła w udziale Cush Jambo, aktorce znanej szerszej publiczności z serialu The Good Wife i The Good Fight.

Przedstawienie w reżyserii Grega Hersova, które miało być hitem sezonu w Londynie, niestety pozostawia spory niedosyt. Pomysł obsadzenia kobiety w roli głownej jest ciekawy, ale – powiedzmy sobie szczerze – nie rewolucyjny. Najgorzej, że z tego faktu, nie wynika absolutnie nic. Hersov tworzy tak, jak sobie to wymyślił Szekspir. Żeby nie było wątpliwości, kreuje Jumbo na mężczyznę (aktorka nosi bardzo krótką fryzurę i męskie kostiumy) i tym samym zamyka drogę do swobodnej, dwuznacznej interpretacji. Szkoda…

Szkoda również Cush Jambo, która gra rewleacyjnie, wprowadzając lekkość i młodzieńczą energię do tej nudnej, nijakiej inscenizacji. Twórcom wyraźnie zależy na przeniesieniu punktu ciężkości opowieści, by długą i mroczną sztukę oglądało się lepiej. Ale nie zawsze przynosi to zamierzony efekt, czasem wydaje się, że twórcy szukają komizmu na siłę tam, gdzie go zwyczajnie nie ma. Kluczowym scenom brakuje polotu (np. finałowy pojedynek Hamleta z Laertesem), a dobre pomysły (np. salsa Ofelii i Hamleta) gubią się w gąszczu nietrafionych decyzji reżysera. Szwankuje także casting w kluczowych rolach. Obsadzony w roli Klaudiusza Adrian Dunbar nie ma scenicznej pewności siebie i charyzmy swoich poprzedników (np. Ciarána Hindsa w wersji z Benedictem Cumberbatchem czy Angusa Wrighta w wersji z Andrew Scottem). Dunbar brzmi jak jego serialowy bohater Ted Hastings, który zamiast śmiesznych powiedzonek, tym samym monotonnym głosem „klepie” linijki Szekspira. Problem w tym, że w Line of Duty ten ton się sprawdza, w Hamlecie już nie. Na domiar złego aktorowi partneruje bezbarwna Tara Fitzgerald w roli Gertrudy, więc większość scen z udziałem tej pary uleci z głowy tuż po wyjściu z teatru. W zasadzie tylko 2 aktorki wśród 11-osobowej obsady tworzą zapadające w pamięć, wiarygodne postacie – wspomniana wcześniej Cush Jambo oraz Norah Lopez Holden jako Ofelia.

Przyznam uczciwie, że rozczarowanie niezbyt często towarzyszy moim teatralnym wycieczkom do Londynu. Produkcja teatru Young Vic, to drugie przedstawienie (po Against z Benem Whishawem), które tak mnie wymęczyło psychicznie i fizycznie, chociaż w Alemidzie zawinił słaby tekst dramatu, tutaj słaba wizja reżyserska.

&Juliet | Shaftesbury Theatre

Musical &Juliet chodził mi po głowie od dawna. Bardzo dobre recenzje w prasie, wysoka frekwencja publiczności i piosenki, które przynajmniej mi przyjemnie kojarzą mi się z latami szkolnymi (Britney Spears, Backstreet Boys, itd.)… Nie byłam jednak pewna czy przekona mnie główny wątek, wokół którego zbudowano historię. Na papierze brzmi to trochę jak temat wypracowania dla licealisty: co by było gdyby Julia nie umarła? W rzeczywistości temat ten okazał się punktem wyjścia do zaskakująco chwytliwej i pokrzepiającej opowieści o dojrzewaniu i poznawananiu siebie. Mogłabym się przyczepić, że metafory są trochę toporne i zbyt oczywiste, z drugiej strony cieszę się, że dla młodego pokolenia, będącego głównym targetem twórców, pisze się musicale, głoszące pozytywne hasła, typu girl power, nawołujące do akceptacji siebie i szanowania odmienności innych.

Tekst sztuki napisał David West Read, scenarzysta serialu komediowego – Schitt’s Creek, więc dowcipu tu nie brakuje. Szekspir potraktowany jest z przymrużeniem oka, pokazany jest jako pyszałkowaty twórca, który ma niezwykle wysokie mniemanie o swoim talencie. Chociaż kręci nosem, ale ostatecznie pozwala swojej żonie, Anne Hathaway, zmienić tragiczny finał Romeo i Julii. W rezultacie, bohaterka wyrusza w bajową podróż z Werony do Paryża. William i Anne dopisują na bieżąco przygody Julii, dorzucając zaskakujące zwroty akcji i bohaterów. Na zakończenie 1 aktu serwują ciekawy cliffhanger. Trzeba przyznać, że wszystkie te zabiegi sprawdzają się koncertowo. Widzowie śledzą tę sztukę w sztuce z rozbawieniem, entuzjastycznie witając świetnie dobrane pod fabułę muzyczne hity (wszystkie autorstwa szwedzkiego twórcy Maxa Martina). Jeśli miałabym wskazać jakieś słabe punkty tego musicalu, to myślę, że twórcy tak bardzo skupili się na urozmaiconej fabule, że zapomnieli ubarwić nieco osobowość Julli. Na tle rezolutnej, upartej i dowcipnej Anne Hathaway, tytułowa bohaterka wypada trochę blado. Chociaż charyzmatyczna Miriam-Teak Lee robi wszystko, by odwrócić uwagę od pisarskich niedociągnięć.

Myślę, że siłą tego przedstawienia jest również znakomity casting. Cassidy Janson w roli Anne ma tak zniewalający głos, że trudno uwierzyć, że ta aktorka nie robi kariery muzycznej w stylu Celine Dion (zresztą, That’s the Way It Is to najmocniejszy wokalnie punkt spektaklu). Oliver Tompsett (Szekspir), Melanie La Barrie (opiekunka Julii) oraz mówiący z francuskim akcentem David Bedella (Lance, dawny kochanek opiekunki) zręcznie operują komicznymi elementami narracji, a do tego śpiewają wyśmienicie. Przedstawienie zachwyca również oprawą wizualną. Urzekające kostiumy sprytnie łączące dawne trendy ze współczesną modą oraz cukierkowa, skąpana w w brokacie scenaografia autorstwa Soutry Gilmour to magnes dla pokolenia wychowanego na wymuskaych obrazkach z instagramu.

The Tragedy of Macbeth | Almeida Theatre

Zdobycie biletów na ten spektakl łatwe nie było. Wszysycy chcieli zobaczyć debiut irlandzkiej aktorki Saoirse Ronan na londyńskiej scenie. A kameralny, położony z dala od neonów West Endu, Almeida Theatre gości mieści zaledwie 350 widzów. Zależało mi jednak na obejrzeniu tej sztuki na żywo, a nie w streamingu, bo nawet najlepszy technicznie przekaz, nie wzbudzi takich emocji jakie towarzyszą wizytom w teatrze. Ostatecznie zdecydowałam się kupić roczny membership w Almeidzie (nawet jeśli rzadko tam bywam), co dało mi priorytetowy dostęp do rezerwacji biletów. Łącznie ze świetnymi miejscami blisko sceny, kwota nie przekroczyła zbytnio wartości, jaką na West Endzie zapłaciłabym za przedstawienie z udziałem gwiazdy, więc mój budżet jakoś to wytrzymał. I muszę powiedzieć, że warto było! Bo Makbet w reżyserii Yaël Farber to nie tyle najlepszy Makbet, jakiego widziałam w życiu, ale (obok Hamleta wyreżyserowanego przez Roberta Icke’ a z Andrew Scottem) najlepsza szekspirowska adaptacja, jaką widziałam. A widziałam bardzo wiele.

Zacznijmy od tego, że scena Almeidy nie jest łatwa do zaaranżowania. Jest mała i „goła”, nie ma przestrzeni, w której ukryje się pomysłową scenografię, nie ma kilku wejść dla aktorów (zwykle korzystają oni z wejść dla publiczności), ba …. nie ma nawet kurtyny. Wszytko dzieje się zatem na oczach widzów. Pomimo tych ograniczeń, zespołowi kreatywnemu, z Soutrą Gilmour na czele, udaje się wyczarować niezwykle intymną i mroczną atmosferę. Zdjęcia z produkcji, które załączam do tej relacji, pięknie oddają klimat opowieści, niekiedy wziosły i elegancki, ale częściej ponury i przerażający. Stale obecna na scenie wiolonczelistka, staje się jednym z bohaterów opowieści, jej nastrojowa muzyka wypełnia teatr niepokojem. Oszczędne oświetlone ceglaste mury otaczające Almeidę stanowią doskonałe tło do makabrycznych wydarzeń dramatu, zainstalowany kran w finale wypełni scenę wodą, w której taplają się walczący ze sobą bohaterowie, chlapiąc przy tym obficie publiczność zasiadająca w pierwszych rzędach.

Lady Macbeth nie jest pierwszoplanową postacią dramatu, ale twórcy spektaklu robią wszystko, by widzowie, którzy z powodu Saoirse Ronan kupili bilety, byli zadowoleni. Aktorka prawie nie schodzi ze sceny, obecna jest nawet w tych fragmentach, w których Szekspir jej nie przewidział. Jej interpretacja Lady Macbeth jest zaskakująca. To najbardziej subtelna i delikatna wersja tej postaci, jaką widziałam i to ostatnie dwa przymiotniki, jakimi opisałabym tę bohaterkę Szekspira. Ale jakimś cudem to działa. Chemia między nią a Jamesem McArdlem, grającym rolę Macbetha, jest niezaprzeczalna. Szkocki aktor tworzy świetną kreację wewnętrznie rozdartego, tłamszonego przez strach mężczyzny. Szczególnie zapada w pamięć scena (nie tylko świetnie zagrana, ale i wybitnie zrealizowana), w których Makbetowi, niczym postać z horrorów, ukazuje się zamorodwany Banko (Ross Anderson). Gwiazdy przedstawienia mają również silne oparcie w drugoplanowej obsadzie. Na wyróżnienie zasługuję zwłaszcza Emun Elliott jako Makduf i obdarzona pięknym wokalem Akiya Henry jako Lady Makduf.

***

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, czeka mnie jeszcze jedna wycieczka teatralna do Londynu w tym roku. Zaplanowałam zobaczyć Cabaret z Eddiem Redmaynem i Jessie Buckley. W planach również Force Majeure w Donmar Warehouse, spektakl w reżyserii Michaela Longhursta na podstawie znakomitego filmu Turysta. Pewnie skuszę się jeszcze na coś w świątecznym klimacie, pewnie musical Hex w National Theatre i może A Christmas Carol, albo w wersji z Old Vic Theatre, albo nową – z Mark Gattisem. Zobaczymy …

(M.)

zdjęcia:

Hamlet: Helen Murray

&Juliet: Johan Persson

The Tragedy of Macbeth: Marc Brenner

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s