La La Land

Dopiero na dobre rozpoczął się sezon nagród filmowych, a La La Land ma już ich cały worek. Nie idźcie jednak do kina z powodu statuetek, idźcie do kina, by doświadczyć zupełnie innej filmowej wrażliwości. Takich filmów już nikt nie robi.

Damien Chazelle to nazwisko dość nowe w branży filmowej, ale ten młody Amerykanin zdążył już nieźle namieszać. W zeszłym roku przebił się do oskarowej rywalizacji z niezależną produkcją Whiplash, w której nauczyciel – tyran (nagrodzony Oskarem – J.K.Simmons) wyładowywał swoje frustracje na młodym, zdolnym perkusiście (Miles Teller). 31-letni reżyser świetne pomysły na filmy miał w głowie już od dawna, o czym świadczą genezy jego filmów. Whiplash przerodził się bowiem w film długometrażowy z nagrodzonej na festiwalu Sundance krótkometrażówki, która zawierała głośną scenę Rushing or Dragging (w roli nauczyciela wystąpił również J.K.Simmons). Z kolei La La Land to przerobiona wersja filmu, który Chazelle stworzył wraz z kolegą i kompozytorem  – Justinem Hurwitzem w czasie studiów na Harvardzie (Guy and Madeline on a Park Bench).

kulturalnie-po-godzinach-2

Amerykanin pracował nad swoim musicalem na długo przed Whiplashem, nawet znalazło się studio, które gotowe było wyłożyć na pomysł milion dolarów, ale nie bez zastrzeżeń. Zaproponowano zmianę zakończenia i wymianę postaci jazzmana na rockmana. Chazelle i Hurwitz odrzucili propozycje i chwilowo porzucili projekt na rzecz historii ambitnego perkusisty jazzowego. W sumie wyszło na korzyść. Po tym jak Whiplash podbił serca publiczności i krytyków oraz zdobył wiele prestiżowych nagród, Chazelle stał się rozchwytywanym filmowcem. Szybko podpisał kontrakt z Lionsgate i Black Label Media, a studia zaakceptowały jego ambitny plan stworzenia retro musicalu. Budżet też był niemały – 30 milionów dolarów.

La La Land to historia niepoprawnych marzycieli z Los Angeles. Nie od razu wpadają sobie w oko, a ich relacja kształtuje się zgodnie z zasadą: kto się lubi, ten się czubi. Mia (Emma Stone) jest początkującą aktorką, która biega od castingu do castingu. Sebastian (Ryan Gosling) jest muzykiem jazzowym, który marzy o otwarciu własnego klubu w starym dobrym stylu. Brzydzi się komercją i boli go brak poszanowania dla wiekiej twórczości. Poznaje dziewczynę we właściwym momencie, chwilę później a stałby się gorszą wersją samego siebie – zgorzkniałym, samotnym mężczyzny, który kurczowo trzyma się przeszłości. Sebastian i Mia są sobie potrzebni. On przekonuje dziewczynę, że nie musi trzymać się jednej wytyczonej drogi – czasem opłaca się obrać inną ścieżkę, by spełnić marzenia. Ostatecznie Mia porzuca castingi i rozpoczyna pracę nad własnym dramatem, jednocześnie kibicuje Sebastianowi w planach stworzenia własnego klubu. By zarobić na realizację marzeń, chłopak postanowi dołączyć do zespołu muzycznego.Wkrótce na próbę zostaną wystawione nie tylko poglądy Sebastiana, ale również jego związek z ukochaną…

kulturalnie-po-godzinach-4

Po seansie La La Land trudno mi sobie wyobrazić inną ekranową parę niż Emma Stone i Ryan Gosling. A pomyśleć, że to nie oni byli pierwszym wyborem reżysera. Początkowo rolę Mii miała zagrać Emma Watson, ale nowa produkcja z logo Disney pochłonęła ją całkowiecie (Piękna i bestia). W roli Sebastiana twórcy widzieli gwiazdę Whiplash, ale negocjacje utknęły w martwym punkcie po tym jak Miles Teller zaśpiewał kilka milionów dolarów za udział w projekcie. Wtedy Chazelle poznał Stone, która właśnie grała w broadwayowskiej wersji musicalu Cabaret oraz Goslinga pracującego nad filmem The Big Short. Spotkania z aktorami były na tyle owocne, że Chazelle i Hurwitz zdecydowali się przerobić swoją wersję musicalu, by mogli w nim zagrać aktorzy nieco starsi niż założyli początkowo. Stone i Gosling rozpoczęli intensywne lekcje śpiewu i tańca. A Gosling dodatkowo nauczył się grać na pianinie. Muzyczne postępy aktora były tak imponujące, że ostatecznie twórcy mogli zrezygnować z dublera.

O chemii między Stone i Goslingiem przeczytacie niemal w każdej recenzji La La Land i to jeden z niezaprzeczalnych atutów castingu. Zresztą, kto widział parę w komedii Kocha Lubi Szanuje jest sobie w stanie wyobrazić o jakiej energii między aktorami mówimy. Nawet jeśli nie mają najmocniejszych głosów w Hollywood i nie pląsają do rytmu piosenek na miarę tancerzy turniejowych, to jednak jest w nich coś tak ujmująco szczerego, co pozwala nam wierzyć w ich historię. Na ich miejscu pewnie sami mielibyśmy ochotę stepować o wschodzie słońca i tańczyć na gwieździstym niebie. Łatwo polubić bohaterów stworzonych przez Chazelle’a. Nie tylko dlatego, że są fajni i sympatyczni, ale również dlatego, że przypominają nam o tym, że nie warto porzucać marzeń. Oczywiście droga, która prowadzi do ich realizacji bywa trudna i wyboista, a czasem trzeba liczyć się z koniecznością odłożenia pewnych rzeczy na później.

Scenariusz Chazelle’a zdobył Złotego Globa, a dla mnie to chyba jedyny element filmu, w którym wypunktuję jakieś niedociągnięcia (oczywiście, przy ilości atutów wymienionych w tym tekście, nim dojdziecie do ostatniej kropki, zdążycie zapomnieć o czym tu mówiłam). Po pierwsze jak na przeszło 2 godzinny film trochę za mało w nim treści. Po drugie: mam nieodparte wrażenie, że scenarzysta więcej wysiłku i czasu stworzył na zbudowanie wiarygodnej postaci rozczarowanego życiem muzyka niż aspirującej aktorki. W postaci Sebastiana więcej jest dylematów i sprzeczności, co czyni ją ciekawszą. Decyzje, które podejmuje bohater są zrozumiałe, bo podyktowane jego materialną sytuacją. Sebastiana wyraźnie męczy praca w zespole, czuje się nieswojo w świecie, który napędza sława i forsa. Dziwne, że jego wewnętrznej szamotaniny nie dostrzega Mia, która zamiast zrozumienia funduje mu gorzkie słowa krytyki. To jest ten moment filmu, w którym naprawdę nie lubię bohaterki.

kulturalnie-po-godzinach-3

La La Land to kino atrakcji. Wszystko zaczyna się od imponującej sceny otwierającej film – muzyczno – tanecznej sekwencji nakręconej na autostradzie na jednym ujęciu. Początkowo reżyser zamierzał umieścić scenę na poziomie 0, ale potem zakochał się w pomyśle roztańczonej autostrady. Kręcono 48 godzin, w 40 stopniowym upale. Ale wysiłek się opłacił. Osadzony we współczesności, ale ubrany w retro wdzianko musical  ma wszystkiego pod dostatkiem – humoru, energii, muzyki, tańca, nostalgii i romantyzmu, a jednak twórcom udało się trafić we właściwą tonację. To właśnie to idealne zgranie wszystkich elementów przesądza o sukcesie produkcji. 

Damien Chazelle i spółka powinni dostać jakąś specjalną nagrodę za odwagę. Wymarzyli sobie nietypowy musical i podjęli ryzyko jego realizacji. Choć mówiono im, że pracują nad bardzo kosztownym obiektem muzealnym. Wierzyli jednak, że są ludzie o podobnej wrażliwości, którzy uśmiechają się na wspomnie pląsającego Freda Astaire z Ginger Rogers. Pierwsze zetknięcie z publicznością było dla reżysera jak kubeł zimnej wody. Na pokazach przed oficjalną premierą (test screenings) publiczność przyjęła La La Land bez większego entuzjazmu. Chazelle jechał na festiwal filmowy Wenecji ze ściśniętym żołądkiem. Nie spodziewał się tak ciepłego przyjęcia. Pewnie do dziś przeciera oczy ze zdumienia patrząc na półkę z nagrodami.

 

 

 

Reklamy

5 Comments Add yours

  1. Gaba pisze:

    Świetna recenzja! To jeden z filmów, na który koniecznie muszę wybrać się do kina. Widziałam „Kocha, lubi, szanuje” i wiem, o jakiej chemii piszesz. Oni są stworzeni do tej produkcji i też nie wyobrażam sobie innych aktorów, chociaż jestem fanką Emmy Watson i Milesa. Ten film ma wszystko, od pięknych zdjęć, przez muzykę i niepowtarzalny klimat. Jeszcze go nie widziałam, a już go uwielbiam. Czy to w ogóle możliwe? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Funymik pisze:

    Mi też się podobało, szczególnie zakończenie. Ogólnie całość była taka bajowa, hollywoodzka ale z twistem.
    Co do głównej pary to ja miałam zupełnie odwrotne wrażenie. O ile postać Emmy wydawała mi się ciekawa i świetnie zagrana, to Ryan wypadł jakoś tak miałko (chociaż to z jego tekstów najbardziej się śmiałam). Możliwe, że jego postać była bardziej rozwinięta, ale przez swoją grę to Emma wydała się bardziej wiarygodna.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Anonim pisze:

    Świetna recenzja. Fajny, ambitny blog.

    Polubienie

  4. Ewa Maria pisze:

    Przepraszam, powyżej się nie podpisałam. Świetna recenzja. Fajny, ambitny blog.

    Polubienie

    1. Kulturalnie Po Godzinach pisze:

      Bardzo dziękujemy 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s