The Glass Menagerie I Duke of York’s Theatre, London

Szkoda, że Amy Adams nie trafiła się inscenizacja Szklanej menażerii z prawdziwego zdarzenia. Taka, która pozwoliłaby wspominać z radością debiut hollywoodzkiej gwiazdy na londyńskiej scenie przez wiele kolejnych lat. Tymczasem adaptacja klasyka Tennessee Williamsa zaskakuje przeciętnym poziomem, którego raczej nie spodziewałabym się od Jeremy’ego Herrina, twórcy który wielokrotnie, na West Endzie i poza nim, dostarczał widzom wielu emocji (wspomnę chociażby All My Sons z Sally Field czy Labour of Love z Martinem Freemanem).

Amy Adams absolutnie spełnia oczekiwania fanów. Na scenie amerykańska aktorka zachwyca podobnie, jak na szklanym ekranie. Gra naturalnie, jakby bez wysiłku. Zgrabnie balansuje między dramatem matki, która samodzielnie wychowuje dwójkę dzieci w trudnych warunkach finansowych, a komizmem kobiety uwięzionej mentalnie w latach swojej młodości, gdy amanci ustawiali się do niej w kolejce. Kobieta, wręcz obsesyjnie, pragnie wydać za mąż Laurę, swoją wrażliwą córkę z niepełnosprawnością (Brydie Service), która jednak zamiast towarzystwa rówieśników i kawalerów, woli świat swoich szklanych figurek. Narzeczonego ma dla niej znaleźć brat – Tom (Tom Glynn-Carney), pracujący na co dzień w fabryce obuwia, aspirujący poeta, który za wszelką cenę pragnie wyrwać się z domu, z dala od temperamentnej matki.

Photo: Johan Persson

Przyjemna dla oka produkcja (scenografia projektu Vicki Mortimer), nastrojowo oświetlona (przez Paule Constable), cierpi jednak z powodu kilku błędów. Nie do końca powiodło się rozdzielenie roli Toma między dwóch aktorów – buntujący się Tom z młodości (świetny Glynn-Carney) oraz Tom – narrator (Paul Hilton), opowiadający rodzinną historię z pespektywy dorosłego człowieka. Oczywiście, Hilton jest znakomitym aktorem i jego obecność na scenie to zawsze wartość dodana, ale ta adaptacja w żaden sposób nie pozwala mu błyszczeć. Aktor najczęściej snuje się po scenie bez celu. Ogromna przestrzeń teatru Duke of York’s nieco przytłacza, a piękna scenografia, z imponującą gablotką ze szklanymi bibelotami w centrum, aż prosi się o mniejszą, bardziej intymną oprawą, w której skromna rodzinna opowieść wybrzmi należycie. Może lepiej było wystawić przedstawienie w mniejszym teatrze?

Ogólnie, adaptacja Herrina wydaje się być zbyt poprawna, zbyt zachowawcza w stosunku do głównej decyzji castingowej. Amy Adams ma niezaprzeczalny talent i sceniczną naturalność, ale na spektakularny efekt przedstawienia jej gwiazdorskiego blasku zwyczajnie nie wystarcza.

(M.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s