Ian McKellen On Stage | Piccadilly Theatre, London

W zeszłym roku głośno było o tym, jak Sir Ian McKellen, spiesząc się na popołudniowy pokaz Króla Leara, nabawił się kontuzji. Co prawda, aktor dotarł do teatru na czas, ale uraz nie pozwolił mu wystąpić. Spektakl odwołano. McKellen nie zostawił jednak widzów na lodzie. Pojawił się na scenie i przez ponad godzinę zabawiał publiczność recytując Szekspira i fragmenty swoich ról oraz opowiadając anegdotki z życia. Nie wiem czy ta historia sprzed roku zainspirowała aktora do stworzenia przedstawienia Ian McKellen On Stage, ale w sumie lubię tak o tym myśleć. Historia z kontuzją odbiła się sporym echem w mediach społecznościowych, pokazując, że miłośnicy teatru mają ogromny apetyt na takie mniej formalne spotkania ze swoimi scenicznymi idolami.

Gdy w mediach pojawiła się informacja o nowym przedstawieniu McKellena z okazji jego 80-tych urodzin, miałam już zaplanowane trzy wyjazdy do Londynu w pierwszej połowie roku. Choć Brytyjczyk miał pojawić się w prawie każdym londyńskim teatrze na przestrzeni kilku miesięcy, to jakoś nie mogłam się zgrać z jego grafikiem. Rozważałam nawet przedłużenie jednego z pobytów, by załapać się na przedstawienie, ale bilety w Old Vicu rozeszły się niczym świeże bułeczki. Musiałam obejść się ze smakiem. Dopiero na dwa tygodnie przed lutowym wyjazdem do Londynu pojawiła się informacja, że aktor dołożył popołudniowe przedstawienie w Piccadilly Theatre. W piątek, gdy akurat miałam lukę w kalendarzu. Skakałam z radości. A dzięki karcie ATG mogłam kupić bilety przed oficjalną sprzedażą (cena niezbyt wygórowana jak na West End, za miejsca w 3 rzędzie zapłaciłam 40 funtów).

Ponad dwugodzinny show rozpoczął się od cytatu z powieści Tolkiena. I oczywiście słynnego ‚You shall not pass’. Potem szczęśliwiec z pierwszego rzędu został zaproszony na scenę, by obejrzeć z bliska filmowy miecz. Za odwagę dostał pamiątkowe selfie z Gandalfem (obowiązkowo w spiczastym kapeluszu). Potem McKellen dowcipnie opowiadał o pracy przy Hobbicie i pobycie na planie w Nowej Zelandii. Zaczął przekornie od filmowego projektu, który przyniósł mu największą międzynarodową sławę, ale przecież to nie film jest największą miłością aktora. Potem już było prawie wyłącznie o teatrze – o tym, jak jako dziecko zafascynował go świat teatru, o pierwszych rolach w amatorskiej trupie, o pierwszych krokach stawianych na profesjonalnej scenie. Recytował z pamięci Szekspira i opowiadał o adaptacjach, w których brał udział. Mówił również o życiu, rodzinie, znajomych z branży, o homoseksualiźmie, coming oucie i działalności politycznej. Mówił z czułością. Tryskał energią i dobrym humorem.

Wiele z tego, co usłyszałam tego popołudnia z ust Iana McKellena, słyszałam wcześniej – w wywiadach z aktorem, w talk-showach, w podcastach (polecam David Tennant Does Podcast with…) czy w filmie dokumentalnym (świetny McKellen: Odegrać życie). Ale wszystko to brzmiało ze sceny ciekawie, zabawnie i jakoś tak – świeżo. Choć spektakl ma scenariusz, to McKellen sprawiał wrażenie, mówił swobodnie, z głębi serca. Jakby przyszedł na pogawędkę z dobrymi znajomymi (zresztą, w niezobowiązującym stroju – sportowe obuwie, dżinsy, batikowa koszulka). Myślę, że sporo jest też improwizacji, zwłaszcza w drugiej części przedstawienia, którą w pewnym stopniu kształtuje publiczność.

To, co najbardziej mnie zaskoczyło, a czego nie dostrzegłam rok temu, gdy pobiegłam pod stage door po Królu Learze. McKellen jest bardzo pewny siebie i otwarty, niezależnie czy gra akurat szekspirowskiego bohatera, czy zabawia publiczność anegdotkami z wizyty w Buckingham Palace, czy zbiera datki na cele charytatywne w teatralnym foyer. Jednak, gdy zamyka za sobą drzwi teatru i staje przed fanami jako Ian McKellen, wydaje się zagubiony i wycofany. W ciszy i skupieniu podpisuje programy, raczej nie wchodzi w interakcje z fanami. Po wszystkim odchodzi alejką, jak gdyby nigdy nic, ukrywając status gwiazdy w kieszeni granatowego płaszcza.

(M.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s