Bulwar

Pewnie znajdą się tacy, którzy będą kręcić nosem, że ta skromna produkcja zapisze się na kartach historii kinematografii jako ostatni ślad w karierze wspaniałego Robina Williamsa. Ja tymczasem się cieszę, że aktor nie poświęcił się pod koniec życia rolom w blockbusterach czy komediach, stworzył za to oszczędny, ale jakże poruszający portret człowieka stłamszonego przez życie w bańce iluzji. Ironią losu, jest to, że sam  Williams przez lata żył w takim świecie pozorów. Często uśmiechnięty na ekranie, sprawiał wrażenie szczęśliwego i spełnionego, w rzeczywistości zabijała go depresja. Szkoda, że życie napisało dla niego znacznie tragiczniejszy scenariusz, niż Douglas Soesbe napisał dla Nolana, bohatera Bulwaru.

60-letni Nolan Mack (Williams) to poczciwy pracownik bankowy. Mieszka z żoną Joy (Kathy Baker), choć bardziej obok (mają osobne pokoje i sypialnie). Jest wycofany, sprawia wrażenie przytłoczonego i smutnego. Dopiero co uporał się ze śmiercią matki, a już musi szykować się na pożegnanie z schorowanym ojcem. Pewnego dnia mężczyzna poznaje Leo (Roberto Aguire), który sprzedaje się za pieniądze na tytułowym bulwarze. Nolan płaci chłopakowi za towarzystwo. Nie interesuje go seks, po ponad pół wieku skrywania swoich homoseksualnych skłonności, zależy mu wyłącznie na bliskości innego mężczyzny. Leo, łobuz z nizin społecznych, jeden z tych, których w debiutanckim filmie Dito Montiela (Wszyscy twoi święci) odgrywał Channing Tatum, nie tylko sprowadzi na Nolana kłopoty, ale również zdemaskuje go przed innymi. I sobą samym.

Bulwar w kontekście późnego coming outu skojarzy się zapewne z Debiutantami, choć dla Hala katalizatorem była śmiertelna choroba, dla Nolana – przypadkowa znajomość z młodym mężczyzną. Oba filmy mają jednak to samo pozytywne przesłanie – nigdy nie jest za późno na zmiany i na osiągnięcie szczęścia.

Można twórcom filmu stawiać wiele zarzutów, że Bulwar jest filmem właściwie telewizyjnym, z banalnie napisanymi scenami, zbyt schematycznym. Że obrazowi brakuje finezji i energii. Jakikolwiek zarzut byśmy sformułowali, każdy zrekompensuje wzruszająca, miejscami wręcz trudna w odbiorze kreacja Robina Williamsa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s