Mniej straszne kino na Halloween

Nie przepadamy za horrorami. Gdy jednak mamy ochotę na seans w towarzystwie wampirów, zombie, morderców i psychopatów, sięgamy głównie po produkcje spod znaku indie.

Poniżej prezentujemy tytuły, które idealnie sprawdzą się w okresie Halloween, zwłaszcza, gdy tak jak my, nie lubicie się bać.

TYLKO KOCHANKOWIE PRZEŻYJĄ (2013)

Fragmenty scenariusza inspirowane były książką Marka Twaina Dzienniki Adama i Ewy. Protagoniści o biblijnych imionach to outsiderzy, członkowie bohemy, którzy zatracają się słuchając ukochanej muzyki lub czytając książki. Ich uczucie jest na tyle silne, że przetrwało próbę czasu  – i to nie byle jaką – są ze sobą kilka stuleci. Bo tak się składa, że bohaterowie są wampirami. Ale bycie Jarmuschowym krwiopijcą wcale nie oznacza wbijanie zębów w szyję ofiary, bo Adam i Eve zdobywają zapasy czerwonej cieczy (zero minus) w cywilizowany sposób. Ona (Tilda Swinton) kocha kontakt z naturą (zna łacińskie nazwy wszystkich roślin), on (Tom Hiddleston) zbiera zabytkowe instrumenty i tworzy żałobną muzykę (ponoć jeden utwór podarował Schubertowi). Na co dzień nie mieszkają razem, ona woli atmosferę w Tangerze, on mroczny klimat Detroit. Wizyta Eve w amerykańskim mieście zbiega się w czasie z przyjazdem jej siostry, ekscentrycznej Ave (Mia Wasikowski), która jak zwykle przywozi kłopoty.

Tylko kochankowie przeżyją to estetycznie wysublimowana produkcja. Tu wszystko doskonale się komponuje – muzyka, zdjęcia, gra aktorska.Gdyby wszystkie filmy o wampirach przypominały film Jima Jarmuscha, nie oglądałabym nic innego. I gdyby jeszcze wszyscy wielbiciele czerwonego płynu mieli urok Toma Hiddlestona…

kulturalnie po godzinach
CICHE MIEJSCE (2018)

Ciche miejsce zgrabnie miesza elementy kina mainstreamowego i niezależnego (choć film wyprodukowało duże studio filmowe). Pomysł na horror jest banalnie prosty, ale tkwi w nim niewyczerpany potencjał generujący niepokój i nieustanne poczucie zagrożenia. Film opowiada o pięcioosobowej rodzinie próbującej przetrwać w świecie bez dźwięków. Tutaj nawet szept może zbudzić tajemnicze potwory. Ale Abbotowie opracowali plan przetrwania: porozumiwają się za pomocą języka migowego (najstarsza córka jest głucha, stąd przydatna umiejętność), chodzą na boso po ścieżkach usypanych z piachu, zamiast talerzy używają liści, itd. Co więcej, są gotowi przyjąć na świat nowe potomstwo (Evelyn jest w zaawansowanej ciąży) …

Scenarzyści nie trudzą się wyjaśniając widzom, jak i dlaczego doszło do apokalipsy. Zwyczajnie wrzucają widza w wir wydarzeń. W centrum są wyłącznie Abbotowie i ich kawałek świata, dzięki czemu widz jeszcze bardziej przejmuje się losem sympatycznej rodziny. Emily Blunt zachwyca aktorstwem, a John Krasinski – reżyserskim wyczuciem, z jaką prowadzi tą wciągającą historię.

kultura_kulturalnie po godzinach
O DZIEWCZYNIE, KTÓRA WRACA NOCĄ SAMA DO DOMU (2014)

Jest Bad City to i musi być Bad Girl. W debiutanckim filmie Any Lily Amirpour główna bohaterka to wampirzyca (Sheila Vand), która w nocy samotnie przemierza opustoszałe ulice irańskiego miasteczka. To postać, o której nie wiemy absolutnie nic. Bohaterka przemyka pod ścianami budynków osłonięta czadorem skrywającym koszulkę w biało-czarne paski, ma krwisto czerwone usta chłodne spojrzenie. Czasem tylko się przygląda mieszkańcom miasta, czasem wymierzy komuś sprawiedliwość. Dlaczego? Za co? Na te pytania nie usłyszymy odpowiedzi. Jednak w czasie nocnych wędrówek tajemnicza mścicielka szuka nie tylko zemsty. Pewnej nocy poznaje Arasha, przystojnego chłopaka, który opiekuje się uzależnionym od narkotyków ojcem.

Czarno-białe zdjęcia zręcznie nawiązują do mrocznej atmosfery kina noir. Świetna ścieżka dźwiękowa spodoba się miłośnikom Jarmuscha, a Arash Marandi – orientalne wcielenie Jamesa Deana wpadnie w oko dziewczynom. W tej oryginalnym filmie, przypominającym szpanerski teledysk, młoda reżyserka łączy nie tylko gatunki (romans, horror), ale i dwie tradycje: amerykańską popkulturę i irańskie zwyczaje.

kultura_kulturalnie po godzinach
GŁOSY (2014)

Głównym bohaterem Głosów jest młody, przystojny pracownik fabryki wanien. Jerry (Ryan Reynolds) bardzo chce, by go wszyscy lubili, a szczególnie atrakcyjna koleżanka z pracy, Fiona (Gemma Arterton). To nie twoja liga – pozbawia go wszelkich złudzeń wredny kot, Pan Wąsik. Tak właśnie, bo Jerry ma wyjątkowych życiowych doradców – zwierzęta. Ale pyskaty kot pomiata swoim właścicielem, w którym widzi jedynie dostarczyciela pożywienia. Prawdziwym przyjacielem – i niekiedy głosem rozsądku – jest pies, ale jego Jerry słuchać nie chce. Jak się można domyśleć, wskazówki Wujka Dobra Rada oraz niestosowanie się do zaleceń psychiatry (Jacki Weaver), wpędzają chłopaka w niezłe tarapaty. Ryan Reynolds doskonale radzi sobie ze zmienną tonacją opowieści. Z wyczuciem balansuje na granicy komedii i horroru. Tworzy postać wielowymiarową. Choć błysk w oku i szelmowski uśmiech zdradzają pokręcony charakter bohatera.

Pies i kot mówią głosem Reynoldsa, z czego zdałam sobie sprawę dopiero po seansie (aktor genialnie zmienia barwę głosu i akcent). Marjane Satrapi pracuje jako ilustratorka w prestiżowych magazynach, między innymi w The New Yorker, jest autorką książek dla dzieci, nic też dziwnego, że świat przedstawiony w Głosach jest szczegółowo dopracowany i niezwykle plastyczny. Kto oglądał Kurczaka ze śliwkami, ten wie, że irańska reżyserka najbardziej lubi oderwane od rzeczywistości historie, które pod wyszukaną formą oferują całkiem sporo życiowych prawd. Choć tym razem baśniowa estetyka Kurczaka…, ustępuje miejsca makabrycznej grotesce i absurdowi, złagodzonym sporą dawką humoru z cudownie zaskakującym finałem. Konwencja filmu trochę przypomina hit lat 90-tych, Ze śmiercią jej do twarzy.

kultura_kulturalnie po godzinach
KTO TAM? / KNOCK KNOCK (2015)

Evan Webber (Keanu Reeves) ma wszystko – rodzinę, piękną willę i ciekawą pracę. Pewnego razu zostaje sam w domu – żona z dziećmi wyjechała na plażę, on zaś musi skończyć ważny projekt. Około pierwszej w nocy słyszy pukanie do drzwi. Na progu stoją dwie atrakcyjne dziewczyny. Evan wpuszcza je do mieszkania, oferuje pomoc (nieznajome się zgubiły i są całkowicie przemoczone). Tu jednak zaczynają się kłopoty. Genesis i Bel (Lorenza Izzo, Ana de Armas) bezczelnie uwodzą gospodarza. Gdy ten ulegnie, miłe i sympatyczne do tej pory dziewczyny zamieniają się w demony niszczące życie bohatera.

Film w reżyserii Eli Rotha może wywołać mieszane uczucia. Przez pierwsze 30 minut trzeba uzbroić się w cierpliwość i przymknąć oko na słabe sceny. Reeves wypada drętwo jako kochający ojciec, ale to jeszcze nic w porównaniu z topornymi dialogami w scenie uwodzenia. Jednak od momentu, gdy poczciwy Evan ulega dziewczynom, a te zaczynają się nad nim znęcać, wykorzystując wyrachowane formy tortur psychicznych i cielesnych, robi się naprawdę ciekawie. Aktorska forma Reevesa znacząco się poprawia, a film trzyma w napięciu, aż do świetnego finału. Jest sposób, by z horroru Rotha czerpać więcej przyjemności. Trzeba po prostu podejść do niego ze sporym dystansem, pamiętając, że reżyser często inspiruje się kinem klasy B i nie porywa się na arcydzieła.

kultura_kulturalnie po godzinach
LIFE AFTER BETH (2014)

Na amerykańskim plakacie filmu widnieje napis: Boy meets girl. Girl eats boy. Tak w humorystyczny sposób i w wielkim skrócie można streścić Life After Beth – niezależną produkcję, która światową premierę miała na festiwalu Sundance w 2014 roku.

Zach (Dane DeHaan) jest załamany po niespodziewanej śmierci swojej ukochanej dziewczyny. Kiedy Beth (Aubrey Plaza) w tajemniczy sposób powraca do świata żywych, chłopak uznaje to za cud i … swoją drugą szansę. Przez pewien czas sprawy toczą się jak niegdyś, ale Beth jest wyraźne odmieniona….

Film w reżyserii Jeffa Baena to zgrabne połączenie komedii, horroru i filmu zombie (rom-zom-com?). Dane DeHaan jest świetny jako „emo” nastolatek, a John C Reilly i Molly Shannon wypadają znakomicie jako rodzice tragicznie doświadczeni przez los. Show kradnie jednak Aubrey Plaza, której bohaterka z jedną nogą w grobie z gracją balansuje między dziewczęcą niewinnością i przerażającą wściekłością.

kultura_kulturalnie po godzinach
COŚ ZA MNĄ CHODZI / IT FOLLOWS (2014)

Moment w życiu, w którym chłopak lub dziewczyna odkrywa swoją własną seksualność, może być naprawdę przerażającym doświadczeniem – twierdzi reżyser David Robert Mitchell. To właśnie seksualność młodych filmowiec uczynił tematem swojego drugiego filmu. W Coś za mną chodzi bohaterowie padają ofiarą klątwy przenoszonej drogą płciową – przeklętego łańcuszka, którego nie sposób zerwać. 19-letnia Jay (Maika Monroe) po upojnej nocy, dowiaduje się, że przystojniak zostawił jej coś więcej niż tylko miłe wspomnienia. Od czasu miłosnych uniesień nawiedza ją bowiem tajemnicza zjawa, która będzie prześladować dziewczynę do skutku (śmiertelnego). Chyba, że Jay zdecyduje się pójść do łóżka z kolejnym facetem, przenosząc klątwę na wybranka.

Powyższy opis może wydać się niezbyt przekonujący, ale trzeba przyznać, że Coś za mną chodzi jest niezwykle świeżą propozycją. Pozwoli odetchnąć od horrorów robionych „na jedno kopyto”. Przede wszystkim reżyser wie jak przestraszyć. Poprzez długie, powolne ujęcia, tworzy atmosferę ciągłego oczekiwania. Widz musi mieć oczy szeroko otwarte, by w kadrze wypatrzeć czyhające na bohaterów zagrożenia. Mitchell tworzy na ekranie specyficzny, oderwany od rzeczywistości świat. Choć akcja filmu toczy się w opustoszałym i zniszczonym Detroit (znowu to miasto!), bohaterowie jeżdżą nowoczesnymi samochodami, ale nie używają komputerów czy komórek. Oglądają stare filmy i czasem zacytują klasykę literatury. Dorosłych w w tym świecie nie ma, nastolatkowie sami muszą stawiać czoło własnym lękom i problemom.

kultura_kulturalnie po godzinach
STOKER (2013)

Jesteśmy rodziną, nie musimy się przyjaźnić – to zdanie najlepiej oddaje relacje, jakie panują w domu Stokerów. W rodzinie, w której tragedia miesza się z namiętnością, a każdy z domowników kryje w sobie mroczną i przerażającą tajemnicę. Matka nie kocha własnego dziecka, nieznany wujek nagle okazuje się nad wyraz opiekuńczy, a piątkowa uczennica niekoniecznie jest aniołem.

Indię (Mia Wasikowski) poznajemy w momencie, gdy w wypadku samochodowym traci swojego ukochanego ojca. Tego, z którym dzieliła każdą chwilę i tego, który nauczył ją polować. Ale India na pogrzebie nie płacze, jest dziwnie spokojna, ale zarazem zaintrygowana pojawieniem się wujka Charliego (Matthew Goode), o którym, mimo, że jest bratem jej ojca, nigdy nie słyszała. Tym nie mniej dziwi ją fakt, że wuj zamierza z nimi zamieszkać. Z natury podejrzliwa dziewczyna nie zamierza grzecznie podporządkować się ani krewnemu, ani nawet matce (Nicole Kidman), wyraźnie oczarowanej gościem. Tylko guwernantka wydaje się nieco zaniepokojona przyjazdem Charliego, jakby coś zwęszyła bądź była w posiadaniu jakiejś wiedzy, o której India nie ma jeszcze pojęcia.

kulturalnie po godzinach
ZABICIE ŚWIĘTEGO JELENIA (2017)

Yorgos Lanthimos konsekwentnie buduje swój oryginalny styl, który można określić mianem teatru absurdu podsyconego okrucieństwem i czarnym humorem. Zabicie świętego jelenia, podobnie jak Lobsterintryguje, wciąga, bawi i uwiera jednocześnie. Ten miks emocji, który oferuje widzom grecki filmowiec w połączeniu z nietuzinkową historią i dopracowaną stroną wizualną, powodują, że jego obrazy pozostają w głowie na dłużej. W filmie zainspirowanym Ifigenią w Taurydzie Eurypidesa, grecki reżyser opowiada historię kardiochirurga, który utrzymuje tajemniczą znajomość z nastoletnim chłopakiem.

Lanthimos tworzy historię utkaną z niewiarygodnych zdarzeń, a swoich  bohaterów wystawia na najcięższe próby. Chwieje ich dotychczasowym życiem, karze za grzechy przeszłości i zmusza do dokonywania niezwykle trudnych wyborów.  Poddaje próbie zarówno małżeńską, jak i rodzicielską miłość, zastanawiając się  jak daleko może posunąć się człowiek w swojej bezradności. Aktorzy doskonale czują się w tej pokręconej konwencji, nawet jeśli oznacza to wygłaszanie swoich kwestii w lakoniczny sposób. Colin Farrell gra u Lanthimosa po raz drugi i znów tworzy świetną kreację. Czerpie nieco z Davida z Lobstera. Obaj bohaterowie wykreowani przez Irlandczyka są posępni i wycofani, wypowiadają się bez cienia emocji. Obok Farrella najjaśniej błyszczy jego młodszy kolega po fachu – Barry Keoghan, który znakomicie oddaje złożony charakter swojej postaci i właściwie akcentuje mroczny charakter Martina. Jego kreacja przywodzi na myśl Ezrę Millera z Musimy porozmawiać o Kevinie. Obaj aktorzy budzą niepokój ilekroć pojawiają się w kadrze. Keoghanowi dodatkowo pomagają warunki fizyczne, Irlandczyk wygląda niepokojąco nawet wtedy, gdy wcina talerz spaghetti.

 

(M.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s