Żona

Żona w reżyserii szwedzkiego twórcy Björna Runge, na podstawie książki Meg Wolitzer, to nie tylko studium roli kobiety w życiu mężczyzny, ale również hołd złożony wszystkim kobietom – aktorkom drugiego planu, które często niedoceniane stoją w cieniu swoich mężów i partnerów. To także film jednej aktorki – Glenn Close, która, w tym skromnym, trwający niewiele ponad półtorej godziny obrazie, daje popis swoich niezwykłych umiejętności aktorskich.

Ponoć za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi silna kobieta. W filmie Runge’a jest nią sześćdziesięcioletnia Joan Castleman (Close), która wspiera literacką karierę swojego męża Josepha (Jonathan Pryce). Filmowa historia rozpoczyna się od sceny, w której para dowiaduje się, że pisarz zdobył Nagrodę Nobla. Informacja o wyróżnieniu wywołuje u Joan zdecydowanie odmienne emocje niż oczekiwałoby się od troskliwej i kochającej małżonki. Nieprędko dowiemy się dlaczego. Twórcy filmu niespiesznie odkrywają tajemnice związku Castlemanów.

Żona to film dość kłopotliwy do zrecenzowania, choć ręcę same rwą się, by wystukać na klawiaturze trochę więcej tekstu. Ale skoro piszę tę recenzję przedpremierowo (w polskich kinach od 7 września), muszę się pilnować, by nie zepsuć wam zabawy. Zamiast na treści filmu, skupię się zatem na czwórce główych bohaterów – z jednej strony szczegółowo i intrygująco sportretowanych przez twórców obrazu, z drugiej strony – wybitnie zagranych przez aktorów.

Zacznijmy od osoby spoza rodziny Castlemanów, od Nathaniela Bone’a. Poznajemy go w samolocie do Sztokholmu, gdzie narzuca się pisarzowi i jego żonie. Bone jest miłośnikiem talentu Castelmana, ale czasem zachowuje się jak stalker. Mężczyzna przymierza się do napisania biografii pisarza, więc węszy w poszukiwaniu sensacyjnych wątków. Doskonały Christian Slater w roli Bone’a potrafi być równie czarujący, co odpychający. Gdy Joe ostentacyjnie ignoruje obecność przyszłego biografa, Nathaniel koncentruje się na łatwiejszych w jego mniemaniu źródłach cennych informacji – żonie i synie pisarza. Jest przy tym szalenie inteligentny, więc naprawdę niewiele dzieli go od poznania prawdy o relacji Castlemanów.

kulturalnie po godzinach

Gdyby ową tajemnicę znał syn pisarza, pewnie chlapnąłby Bone’owi przy pierwszej lepszej okazji. Bo to chłopak, który pragnie atencji świata i aprobaty, głównie dlatego, że nigdy nie zaznał tego ze strony ojca. David jest aspirującym pisarzem – według matki – obiecującym, ale według ojca – wciąż na początku drogi, wymagającym wytężonej pracy nad warsztatem. Max Irons jest bardzo przekonywujący w roli humorzastego syna, który zmęczony ciągłymi próbami przypodobania się wielkiemu Josephowi Castlemanowi, chwyta się wszystkiego, by zostać zauważony. Nawet jeśli oznacza to znieczulenie się alkoholem i narotykami w najważniejszy dla rodziny wieczór.

Z przyjemnością ogląda się Jonathana Pryce’a w roli seniora rodu. To ciekawie skomponowana, pełna sprzeczności postać, która potrzebowała aktorskiego wyczucia. Joseph Castleman to kochający ojciec, ale rozkładający miłość niezbyt sprawiedliwie między dwojgiem swoich pociech. Dużo łaskawszy wydaje się wobec córki, która niebawem urodzi mu wnuka, niż wobec syna, który idzie w jego ślady. Joe jest czułym i kochającym mężem, który zawsze podkreśla jak wiele zawdzęcza swojej drugiej połówce. Widoczna gołym okiem miłość i oddanie wobec żony, nie wyklucza flirtowania z młodszymi kobietami, czy nawet romansów. Castleman to jednocześnie człowiek uzależniony od pochwał i słów uwielbienia, rozkoszujący się swoją ogromną sławą. Dlaczego zatem stresuje się niemiłosiernie przed wręczeniem nagrody, która jest ukoronowaniem jego twórczości? I jakim cudem nie pamięta nazwiska swojej bohaterki? Starość? Choroba?

Odpowiedź na te pytanie zna tylko ona – kobieta, która trwa u jego boku kilkadziesiąt lat. Joan i Joe poznali się na uczelni, połączył ich gorący romans, który zakończył jego pierwsze małżeństwo. Ona marzyła wówczas o karierze literackiej. Ale to nie były sprzyjające czasy dla aspirujących pisarek, wydawnictwa nie chciały publikować kobiecej literatury. Joan zajęła się domem i wychowaniem dzieci. W momencie zawodowego trimfu męża, te porzucone marzenia i zmarnowane szanse przypominają o sobie ze zdwojoną siłą. Bohaterka nie może pozwolić na wybuch kumulowanych emocji, musi trzymać je w wodzy, a na twarz przywdziać maskę obojętności. To czyni z Joan niezwykle wymagającą postać, z którą tylko niezwykła intuicja i porządny warsztat aktorski mógł sobie poradzić. Rola w Żonie to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza rola w bogatej karierze Glenn Close.

Choć w materiałach promocyjcnych filmu często znajdziecie nawiązania do niedawnego skandalu związanego z kapitułą przyznającą najważniejsze odznaczenia w świecie literatury, to fabuła Żony nie ma z tym tematem wiele wspólnego. To inteligentny i wciągajacy obraz, który w centrum uwagi stawia kobietę. I z tego powodu warto wybrać się do kina.

(A.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s