Narcos

W pierwszym odcinku Narcos jest scena, w której ciężarówka kierująca się w stronę granicy kraju zostaje zatrzymana na moście przez oddział żołnierzy. Z samochodu wysiada Pablo Escobar – grany z niezwykłą charyzmą przez Wagnera Mourę – i zaczyna rozmowę z władzami, którzy chcą przechwycić transport. Nadzwyczaj opanowany i pewny siebie Escobar prezentuje zawartość ciężarówki, po czym zwraca się po imieniu do każdego z funkcjonariuszy, pyta o rodzinę, sugerując, że w tym kraju nikt i nic nie umknie jego uwadze. Wypowie przy tym słynne „plata o plomo”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: albo przyjmiesz łapówkę albo dostaniesz kulkę w łeb. Ale w Kolumbii żaden mundurowy nie musi wybierać, woli być jednocześnie na liście płac służb państwowych i hojnego przemytnika.

Nazywam się Pablo Emilio Escobar Gaviria i pewnego dnia zostanę prezydentnem Kolumbii – na tym samym moście odważnie oświadczy przestępca, który w tym momencie jest tylko drobnym przemytnikiem sprzędu elektornicznego i papierosów i nawet nie myśli o handlu narkotykami, które niebawem uczynią go Królem Kokainy, milionerem na szczycie listy Forbesa i jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi na świecie.

Trudno jednym tchem wymienić wszystkie filmy, dokumenty i seriale, które zostały zainspirowane historią Kolumbijczyka. Nic też dziwnego, to postać skomplikowana, pełna sprzeczności. Escobar był nie tylko obrotnym przedsiębiorcą i bezwzględnym mordercą, gotowym zabić w napadzie złego humoru, ale również aspirującym politykiem, którego ostatecznie zniszczyły własne marzenia o władzy. Z jednej strony kochająca głowa rodziny, dla której gotowy jest zrobić wszystko, z drugiej strony niewierny mąż, romansujący z wpływową dziennikarką, by zapewnić sobie „dobrą prasę”. Określany mianem Robin Hooda za pomaganie biednym i sponsorowanie stadionów i klubów piłkarskich dla młodzieży, tak naprawdę z wybawcy uciśnionych stawał się również ich oprawcą, gdy pracujący dla niego chłopcy często kończyli martwi na ulicach.

kulturalnie po godzinach (2)

Ciekawa jest optyka, którą proponują twórcy serialu Narcos. Historia opowiedziana jest z perspektywy Steve’a Murphy’ego (bardzo dobra rola jeszcze mało popularnego Boyda Holbrooka), agenta DEA, który wraz z partnerem Javierem Peña (znany z Gry o tron, Pedro Pascal) za cel postawił sobie schwytanie narkotykowego bossa. Ale działania funkcjonariuszy, wspierane przez rząd amerykański i CIA (lub nie – w zależności od stosunku władz Kolumbii do ingerencji USA w wewnętrzne sprawy kraju) w latach 80 – tych i 90 – tych bardziej przypominają zabawę w kotka lub myszkę niż dobrze zaplanowaną akcję z szansą na sukces. Ciągle coś się sypie, informatorzy zawodzą, a Escobar wciąż jest o krok przed nimi.

kulturalnie po godzinach (2)

Scenarzyści pewnie prowadzą swoich bohaterów przez pierwszy sezon serii i sprytnie wystrzegają się tworzenia jednoznacznych portretów. Nie ma tu wyraźnego podziału na dobrych i złych. Nawet z pozoru porządni agenci mają sporo za uszami, bo by dopiąć swego często muszą balansować na granicy prawa.

Jak na dłoni widać wewnętrzną przemianę bohaterów. Uchwycenie tych momentów możliwe jest nie tylko dzięki sprawnie napisanemu scenariuszowi, ale przede wszystkim dzięki znakomitej obsadzie. Niesamowitą ekranową metamofrozę przechodzi brazylijski aktor –  Wagner Moura. Z przemytnika, który początkowo potrafi nawet zaskarbić sobie odrobinę sympatii widza, staje się bezwzględnym mordercą, którego obserwuje się z rosnącą pogardą i odrazą. Wyraźnie widać również przemianę Boyda Holdbrooka, którego bohater wyraźnie zmęczony jest bezradnością (własną i władz) oraz ciągłymi niepowodzeniami. Ostatecznie z fajnego i sympatycznego faceta nie pozostaje prawie nic. Murphy staje się sfrustrowanym agentem z obsesją na punkcie nieuchwytnego Króla Kokainy.

Opowiedziana w serialu Netflixa historia wciąga tak bardzo, że zwykle zamiast zaplanowanego jednego odcinka, kończy się seans po dwóch albo trzech. Nawet jeśli wiadomo jaki los spotkał Escobara, odkrywanie kolejnych kart historii sprawia widzowi ogromną frajdę, tak samo jak słuchanie melodii języka hiszpańskiego (który stanowi tu aż 40 proc. dialogów) i latynoskich piosenek.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s