Mr. Robot

NAJPRAWDOPODOBNIEJ NAJLEPSZY SERIAL OD PIERWSZEJ SERII DAREDEVILA

UWAGA: Tekst zawiera spojlery. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Co można robić w upalną sierpniową noc? Można pić schłodzone wino na balkonie w miłym towarzystwie. Można poszukać wytchnienia w klimatyzowanym kinie. Można też oglądać najlepszy serial od czasów Daredevila. W moim przypadku zaczęło się niewinnie. Pierwszego wieczoru zaplanowałam tylko pilot serii, którą wszyscy – media i znajomi – ochrzcili jako must see letniego sezonu. Z natury bywam nieufna, więc do serialu stacji USA (która nie wypuszcza przecież serialowych hitów!) podchodziłam ze sporym dystansem. Jeszcze ten nieszczęsny tytuł: Mr. Robot – godny filmu s-f z lat dziewięćdziesiątych, ale nie współczesnego serialu. Ale nie dawały mi spokoju dwie rzeczy: obsada – Rami Malek (fajny aktor, którego znałam głównie z kina niezależnego) i Christian Slater (on jest jak wino!) oraz nazwisko twórcy – Sam Esmail (wrócę do niego później)…I oczywiście skończyło się na oglądaniu ciurkiem wszystkich dostępnych odcinków.

ultura_kulturalnie po godzinach (Elliot Alderson reprezentuje typ bohatera, którego najbardziej lubi współczesny widz. Jednym słowem – skomplikowany. Jest trochę jak Dexter Morgan cyfrowej ery. Za dnia pracownik firmy Allsafe, która zapewnia cyfrowe bezpieczeństwo korporacjom, w nocy haker eliminujący tych złych. Tak jak Dexter po każdej swojej ofierze trzyma pamiątkę – Morgan miał próbki krwi, Alderson cmentarzysko danych (czyli cd dla niepoznaki opisane nazwami rockowych zespołów). W swoim działaniu oboje kierują się własnym kodeksem moralnym, który nie pozwala im tknąć niewinnych.

Elliot to idealista i marzyciel. Ale on w przeciwieństwie do innych, podobnych sobie, ma umiejętności i wiedzę, by coś zmienić. Mówi: Czasami marzę o ratowaniu świata. Uratowaniu wszystkich od niewidzialnej ręki, która nas zatrudniła. Przed tymi, dla których musimy pracować. Przed tymi, którzy codziennie nas kontrolują bez naszej zgody. Ale nie mogę tego powstrzymać. Nie jestem tak wyjątkowy [niezupełnie]... Jestem anonimowy… I samotny. Chłopak nie radzi sobie ze swoją odmiennością. Inni – gdy są przygnębieni i smutni – idą do znajomych lub rodziny, on sięga po morfinę. W zmaganiach z własnym ja mają mu pomóc regularne wizyty u psychiatry. Ale lekarka, choć intencje ma dobre, nie potrafi pomóc swojemu pacjentowi. Bo Elliot nie jest zwykłym outsiderem ze skłonnością do używek. Jest facetem, który nie rozróżnia własnych halucynacji od rzeczywistości i który myśli, że jego nieżyjący od 20 lat ojciec – tytułowy Mr. Robot – to szef elitarnej grupy hakerów (fsociaty), która dąży nie tylko do obalenia złej korporacji, ale planuje wywrócić do góry nogami cały porządek społeczny.

kultura_kulturalnie po godzinachRami Malek wciela się w centralną postać serialu. Ten amerykański aktor o egipskich korzeniach, nie był do tej pory szczególnie znany na świecie, ale to nie znaczy, że nie pracował u najlepszych. Z Paulem Thomasem Andersonem, Joaquinem Phoenixem i Philipem Seymourem Hoffmanem spotkał się na planie Mistrza, u Spike’a Lee zagrał w Oldboyu (choć ta współpraca zakończyła się wycięciem świetnej sceny z udziałem aktora, o którym reżyser zapomniał go poinformować). Ale je – swoim zwyczajem – polecę Wam niszową produkcję, w której pojawia się Malek – Przechowalnię numer 12. 

Malek miał przed sobą trudne zadanie aktorskie: stworzyć taką postać, która z jednej strony stara się być niewidzialna, z drugiej intryguje, podsyca ciekawość i sprostał zadaniu w 100 procentach. Widz przebywa z Elliotem niemal non stop. Można powiedzieć, że siedzi w jego głowie, ogląda świat jego oczami. Może nawet zaczyna mówić „Evil Corp”, myśląc o korporacji – E Corp, którą próbuje zniszczyć fsociety. Alderson to geniusz, który cierpi na fobię społeczną. Niewidzialność zapewnia mu nieodzowny kaptur. Na zatłoczonej nowojorskiej ulicy porusza się niczym tancerz, przeciskając się między nieznajomymi. Nie podtrzymuje kontaktu wzrokowego, nie lubi być dotykany. Ufa nielicznym, na wszelki wypadek wszystkich sprawdzi (w sieci – rzecz jasna). Kluczowa dla fabuły jest relacja z jego ojcem (Christian Slater), jedynym człowiekiem, z którym Elliot potrafił rozmawiać. Slater ma charyzmę faceta, który wie, co trzeba zrobić, by zmienić świat i błysk w oku godny szaleńca, który gotowy jest poświęcić się w imię tego w co wierzy. Intrygująca jest postać Tyrella Wellicka, grana przez szwedzkiego aktora – Martina Wallströma. Tyrell to  karierowicz w E(vil) Corp, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. Jego siłą napędową jest władza … oraz życiowa partnerka (Stephanie Corneliussen), która gardzi słabościami męża. Ale Joanna Wellick to nie jedyna silna kobieca postać w Mr. Robocie. Jest jeszcze Shalya (Frances Shaw) dilerka narkotyków i hakerka Darlene (Carly Chaikin), ale przede wszystkim jest Angela Moss (Portia Doubleday), koleżanka Elliota z czasów dzieciństwa, która w ciągu kilku odcinków przechodzi prawdziwą metamorfozę. Z kruchej dziewczynki staje się twardą kobietą, która wypowiada wojnę korporacji odpowiedzialnej za śmierć matki. W tej postaci widać spory potencjał i nie zdziwię się, jeśli Esmail poświęci Angeli więcej miejsca w kolejnym sezonie.

kultura_kulturalnie po godzinachTrudno uwierzyć, że początkowo był to pomysł na film. Jeszcze trudniej uwierzyć, że scenariusz wyszedł spod pióra człowieka, który ma niewielkie doświadczenie. Ale kto widział Comet – nietypowe love story z Justinem Longiem i Emmy Rossum, mógł wówczas dostrzec w początkującym reżyserze i scenarzyście niesamowity potencjał.  W pierwszym odcinku Mr. Robota, w którym główny bohater spotyka się, z rozprzestrzeniającym w sieci dziecięcą pornografię, właścicielem kawiarni, wydaje się, że fabuła serii potoczy się w dobrze znanym serialowym kierunku. Elliot co tydzień będzie znajdował nowy cel. Na szczęście Esmaila nie interesuje tworzenie odcinkowej fabuły. Buduje za to niezliczoną ilość wątków i postaci, które z niebywałą łatwością łączy w całość. Czuć, że scenarzysta dokładnie wie jak zakończy się historia młodego hakera, co zwiększa szanse na satysfakcjonujący finał (bo nie zdecydują o nim spoglądający na słupki oglądalności szefowie telewizji). Ale zanim widz dotrwa do końca serii, musi zmierzyć się z faktami, które ostrożnie serwuje nam twórca. Musi nauczyć się odróżniać rzeczywistość od fikcji. Wyłapuje zatem wszelkie aluzje, obserwuje uważniej, rozkłada wątki na czynniki pierwsze, tworzy własne teorie. I ogólnie jest szczęśliwy, że scenarzysta traktuje go jak inteligentnego odbiorcę, który zamiast podawać gotowe rozwiązania na tacy, wchodzi z nim w interakcję.

Co więcej, świat przedstawiony w Mr. Robot to nie jakieś odległe uniwersum. To nasza współczesna rzeczywistość, którą wyznaczają korporacyjny dress code, popołudniowa kawa ze Starbucksa i słabe hasła do niezliczonej ilości kont. To świat bzdurnych komentarzy w sieci, kreowanych na pokaz wizerunków w social media, nieistniejącej polityki prywatności oraz oszustów, których niegdyś uznaliśmy za bohaterów (Lance Armstrong, Bill Cosby, Tom Brady).

Ten tekst piszę przed emisją finałowego epizodu, ale już wiem, że niezależnie od tego, w którą stronę scenarzysta pociągnie historię młodego hakera (a opcji jest całkiem sporo), będę zadowolona z finału i smutna jednocześnie, bo na drugi sezon przyjdzie mi czekać kilka miesięcy.

 

 

 

 

 

 

Reklamy

3 Komentarze Dodaj własny

  1. Mysza pisze:

    Cieszę się, że kolejne osoby odkrywają i chwalą „Mr. Robot”, ale czy zdradzanie w tekście, kim jest Mr. Robot nie jest trochę psuciem całego, tak chwalonego przez Ciebie, zawiłego i skomplikowanego scenariusza, który do końca każe widzowi zgadywać, co jest prawdą a co nie?… ot, tak się zastanawiam 🙂

    Polubienie

    1. Kulturalnie Po Godzinach pisze:

      Tekst był pisany świadomie, raczej dla tych co znają serial. Recenzja ma się dziś ukazać na głównej i fb i miałam dopisać ostrzeżenie o spojlerach. Ale dotarłaś do niej wcześniej…Mam nauczkę 😉 Pozdrawiam!

      Polubienie

      1. Mysza pisze:

        Biorąc pod uwagę, jak mocno skupiasz się w recenzji na relacjach Elliota i jego ojca, domyśliłam się, że jest pisane dla osób, które też są z serialem na bieżąco. Po prostu twist z finału odcinka 1×08 był na tyle, jak to się mówi, „jaw-dropping”, że szkoda by było go zespoilować tym, którzy po serial jeszcze nie sięgnęli, a mogliby to zrobić, zachęceni Twoją recenzją.
        Niemniej jako zagorzała fanka „Mr. Robot” bardzo się cieszę, że o serialu jest głośno i zatacza coraz szersze kręgi 🙂

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s