Cake

ZAKALEC Z WISIENKĄ

Sukces przepisu kulinarnego gwarantują nie tylko składniki, ale również umiejętności szefa kuchni. Danielowi Barnzowi najwyraźniej brakuje wprawy, gdyż jego Cake – choć wygląda apetycznie – okazuje się być zakalcem. Film ratuje świetna kreacja serialowej ulubienicy, Jennifer Aniston. Można powiedzieć, że jest wisienką na torcie (nie znoszę tej metafory, ale tu komponuje się wyjątkowo apetycznie).

Aniston jest świetną aktorką, jednak rozrywkowy repertuar, na który decydowała się od lat, nigdy nie pozwalał traktować jej poważnie. Dodatkowo perfekcyjny wygląd, który Aniston prezentuje niemalże w każdej produkcji, skutecznie przyćmiewa jej aktorski warsztat. Filmografia aktorki na filmwebie zawiera równo 380 zdjęć (przejrzałam wszystkie), na każdym aktorka wygląda doskonale (brakuje oczywiście kadrów z Cake). Dziwi mnie, że przez tyle lat nikt wcześniej nie odważył się obedrzeć Aniston z piękna, a może sama aktorka, która uparcie pracuje nad perfekcyjnym wizerunkiem, przed tym uciekała. Zdecydowała się dopiero teraz, gdy każdy dodatkowy kilogram (lub jego utrata) jest na wagę oskarowego złota. Niestety, ekranowa przemiana american sweetheart nie została dostrzeżona przez członków Akademii Filmowej, choć wcześniej aktorka doczekała się trzech prestiżowych nominacji (Critics’ Choice, SAG, Złote Globy). Szkoda. Nominacja jej się należała (spokojnie mogła wskoczyć na listę nominowanych w miejsce Marion Cotillard), wygrana już niekoniecznie (podejrzewam, że trudno było przebić kreację Julianne Moore, Still Alice wciąż przede mną). Tym niemniej Jennifer Aniston to główny powód, by zobaczyć film Daniela Barnza. Choć lista płac produkcji zawiera wiele więcej interesujących nazwisk (Anna Kendrick, Sam Worthington, Felicity Huffman, Chris Messina, William H. Macy), to jednak obdzieleni niewielkimi rolami aktorzy, nie zaszczycą nas zbyt długo swoją obecnością.

Cake opowiada historię Claire Bennett (Aniston), która po wypadku samochodowym cierpi na chroniczny ból. Opuścił ją mąż (Messina), a kobiety z grupy wsparcia zażądały jej odejścia, po tym jak niestosownie zachowała się po samobójczej śmierci jednej z ich koleżanek, Niny (Kendrick). Wydaje się, że w życiu kobiety nie ma nikogo, poza wierną meksykańską gospodynią Silvaną (rewelacyjna Adriana Barraza). Stały jest za to ból, który Claire łagodzi dużymi ilościami leków, zresztą nielegalnie sprowadzanych zza granicy.

Choć z pozoru Cake wydaje się filmem śmiertelnie poważnym, w rezultacie sporo w nim elementów komediowych, co znacznie ułatwia przebrnięcie przez ponad 100 minut. Komediowe zdolności serialowej Raquel Green nie są zresztą nikomu obce, ale tutaj doskonale je uzupełnia obecność Barrazy (aktorka nominowana w 2006 roku do Oskara za drugoplanową rolę w filmie Babel). W Cake Aniston jest zołzą, która nie liczy się z nikim i głośno mówi co myśli, tak jakby potworny ból był usprawiedliwieniem na wszystko, a latynoska gosposia z cierpliwością i zrozumieniem znosi humory pracodawczyni. Relacja Claire i Silvany jest najsprawniej poprowadzonym wątkiem filmu. Inne pozostają tylko muśnięte, choć to wcale nie jest największy problem produkcji.

Scenarzysta, Patrick Tobin, niechętnie wpuszcza nas do intymnego świata Claire. Prawda o tym, co tak naprawdę wydarzyło się w życiu kobiety, wychodzi na jaw bardzo późno (a i tak sporo pozostaje w sferze domysłów). Tak poprowadzona historia aż sama prosi się o scenę, która będzie momentem zwrotnym w życiu bohaterki. Ale na próżno jej szukać. Tobin i Baranz wolą napełnioną optymizmem subtelność, tam gdzie ja wolałabym ujrzeć mocną, zapadającą w pamięć, scenę. Wszystko to sprawia, że patrzę na Claire przez szybę, jak na muzealny eksponat. Przewodnik opowiada mi tragiczną historię czyjegoś życia, a ja – choć czuję, że powinnam – to nie potrafię wydobyć z siebie wystarczająco dużo współczucia. Nic też dziwnego, że po kilku dniach od seansu przed oczami mam tylko i wyłącznie wykrzywioną w grymasie bólu, poprzecinaną bliznami twarz Jennifer Aniston, podczas gdy fabuła mocno się rozmyła.

Nie będę Was zniechęcać do obejrzenia filmu. Wręcz przeciwnie, chciałabym Was do tego zachęcić. Nawet jeśli Cake Wam nie posmakuje, to kreacja Aniston z pewnością pozostawi miłe wspomnienia.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s