Joe

Joe, film Davida Gordona Greena przypomina świetnego Uciekiniera w reżyserii Jeffa Nicholsa i to nie tylko ze względu na udział Tye Sheridana w obu produkcjach. Oba dramaty mają ten sam ciężki klimat i bezlitośnie obnażają ponure oblicze południa Stanów Zjednoczonych. W obu też znajdziemy historię męskiej przyjaźni, w której typ spod ciemnej gwiazdy staje się przewodnikiem i idolem nastolatka. I choć obraz z doskonałą kreacją Matthew McConaughey dostaje ode mnie o jedną gwiazdkę więcej, to zapewniam Was, że warto wybrać się do kina na seans Joe, chociażby ze względu na świetną rolę Nicolasa Cage.

 

Jesteśmy w położonej pośród lasów małej mieścinie w stanie Mississippi, gdzie Joe (Nicolas Cage) zajmuje się wycinką drzew, paleniem papierosów, popijaniem alkoholu i opieką nad psem, o którym mówi, że ma w sobie diabła. A może ma na myśli siebie samego. Choć tytułowy bohater spędził trochę czasu w więzieniu (za napad na policjanta), to teraz stara się trzymać emocje na wodzy, a siebie z dala od kłopotów. To przyzwoity facet z zasadami – tak mówią o nim ci, którzy z nim nie zadarli. Joe przygarnie do pracy ludzi w potrzebie, a młodej dziewczynie, Connie (Adriene Mishler), do której dobiera się kochanek matki, da schronienie. Ale dopiero piętnastoletni Gary (Tye Sheridan) jest szansą dla Joe na odkupienie grzechów młodzieńczych lat.

Historia przeniesiona przez Greena na szklany ekran została zaczerpnięta z powieści Larry’ego Browna. Scenariusz napisał Gary Hawkins. Świetny klimat, który udaje się utrzymać od pierwszych do ostatnich minut filmu, to zasługa stałych współpracowników: Tima Orra (zdjęcia) oraz Davida Wingo i Jeffa McIllwaina (muzyka). Nie obyło się bez kilku drobnych błędów. Fałszywe nuty można usłyszeć w monologu Joe zmontowanym ze scenami z rodzinnego domu Gary’ego, brzmi to zbyt patetycznie. Fabułę wkrada się kilka dłużyzn, a niektórym bohaterom (matka i siostra Gary’ego) nie poświęca się należytej uwagi.W ekipie aktorskiej na próżno szukać słabego ogniwa. Szesnastoletni (w czasie kręcenia zdjęć) Sheridan jest prawdziwy jak w Uciekinierze, ale w Joe ma jeszcze więcej charyzmy i pewności siebie. Zaskoczeniem jest udział naturszczyka – Gary’ego Poultera, który ponoć był bezdomnym zanim trafił na plan zdjęciowy w Teksasie. Poulter gra koncertowo ojca – pijaka, który za kilka dolarów na alkohol bez chwili namysłu wymierzy policzek synowi, albo zatłucze na śmierć za butelkę wina. Szkoda, że debiutant nie doczekał się premiery filmu, zmarł na ulicy Austin kilka miesięcy po zakończeniu zdjęć. Gwiazda Cage’a świeci jednak najjaśniej. Aktor tworzy doskonały portret rozdartego wewnętrznie mężczyzny, który by działać zgodnie z własnym sumieniem, nie zawsze może działać zgodnie z literą prawa. Po wielu latach marnowania się w drugorzędnych produkcjach, z niezbyt wyszukanymi rolami, Cage w końcu przypomina dlaczego niegdyś uznawany był za najlepszego aktora swojego pokolenia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s