Co jest grane, Davis?

Llewyn Davis to nie jest zbyt przyjemny gość. Zresztą, gdy go poznajemy, jakiś mężczyzna z baru w Greenwich Village właśnie zamierza spuścić mu manto. Ale Llewyn trochę sobie na to zasłużył. Czasem ma się wrażenie, że mógłby się bardziej starać, zwłaszcza wobec ludzi, którzy są mu bliscy lub podają mu pomocną dłoń. A on sprzecza się z matką nienarodznego (niekoniecznie swojego) dziecka, przeklina w obecności małego siostrzeńca, doprowadza do łez gospodynię domu, w którym nocuje, a na dodatek gubi jej kota. Zresztą ów rudy zwierzak (którego imienia bohater zapamiętać nie może) to włóczykij, który co chwila znika, by pojawić się w najbardziej nieoczekiwanym momencie. I w duchu śmieje się z tymczasowego opiekuna i drwi z niego, prawie tak samo, jak los drwi z Llewyna.
455873_1.1
W najnowszym filmie bracia Coen zabierają nas w podróż do Nowego Jorku, na przełomie lat 50 – tych i 60-tych, gdy Greenwich Village, bastion artystów i intelektualistów oraz entuzjastów muzyki folk, przeżywał swój rozkwit. Gdy Bob Dylan w zadymionym barze wciąż jeszcze czekał na swoją kolej, a na scenie stał niejaki Dave Van Ronk. To on posłużył reżyserskiemu duetowi jako inspiracja do stworzenia postaci Llewyna Davisa. Coenowie mogli pójść na łatwiznę i wziąć na warsztat muzycznego geniusza, ale postawili na nieoszlifowany diament muzyki folk. Bo tak naprawdę sukces ich nie kręci. Za to zgrabnie wychodzi im portretowanie nieudaczników i antybohaterów.
455875_1.1

Llewyn (Oscar Isaac) zwykle ma pod górkę. Jego przyjaciel z duetu właśnie popełnił samobójstwo, a solowa płyta nie sprzedaje się najlepiej. Jest trochę jak poeta, któego wiersze rozumieją nieliczni. Podczas gdy owacje zbierają jego znajomi: Jim i Jean (wciśnięty w sweter w serek Justin Timberlake i złośliwa kochanka Carey Mulligan), którzy w legendarnym Gaslight Café odśpiewują Five Hundred Miles. Davisowi przyjdzie przemierzyć nawet więcej niż 500 mil – w towarzystwie naćpanego jazzmana (rewelacyjny John Goodman) i Johnny’eo Five (Garrett Hedlund – kalka Deana z filmu Waltera Sallesa W drodze).  Jednak wycieczka muzyka do Chicago do Gate of Horn kończy się niepowodzeniem. Nie widzę tu dużych pieniędzy – słyszy na odchodne.

455882_3.1

Co jest grane, Davis? pełne jest atrakcji. Doskonałe są dialogi, pełne sakrastycznego humoru i ciętych ripost. Największej rozrywki dostarczy nam jazzman grany przez Goodmana, który folk traktuje jak gorszy gatunek, a muzyka z kotem jak dziwaka. Rewelacyjna będzie Carey Mulligan, która choć zadaje się z Llewynem, ma go za strasznego dupka i idiotę i nie omieszka mu o tym przypomnieć przy każdym spotkaniu. Skoro już o obsadzie mowa, to nie sposób nie wskazać genialnego Oscara Isaaca. Ten pochodzący z Gwatemali aktor (możecie go kojarzyć z Drive), zanim stanął przed kamerami, grał na gitarze w zespole the Blinking Underdogs. Muzyczne przygotowanie z pewnością ułatwiło mu wejście w rolę Llewyna Davisa, a piosenki w jego wykonaniu brzmią naprawdę przyjemnie. Z drugiej strony, nie ma się co dziwić, pieczę nad muzyczną stroną projektu sprawował sam T Bone Burnett.

Ach! I jest jeszcze uroczy kot Ulysses, który, jak na prawdziwą gwiazdę przystało, miał swoich dublerów. Raz grał potulny kociak, innym razem urwis, którego trzeba było przywiązywać do Isaaca, by nie dał nogi (łapy?!) z planu zdjęciowego…

Piosenka Hang Me, Oh Hang Me Van Ronka rozpoczyna i kończy seans filmowy. Zabawne, że przez ponad sto minut, tak naprawdę nic się nie wydarzyło: życie w NY toczy się jak toczyło, znowu nikt nie kupił płyty, a kolejna szansa przeszła koło nosa. A kot? A kot może znów czmychnął przez niedomknięte drzwi…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s