Życie Cecila (Forest Whitaker) początkowo toczy się niezależnie od siebie w dwóch miejscach: w domowym ognisku z żoną, Glorią (Oprah Winfrey) i ich dwoma synami, oraz w Białym Domu. Jako kamerdyner prezydenta Cecil powinien odciąć się od jakiejkolwiek działalności politycznej, co okazuje się dość trudne, gdy jego najstarszy syn Louis (David Oyelowo) wstępuje w szeregi organizacji walczących z podziałem rasowym. Na tym tle dochodzi do poważnego konfliktu rodzinnego, ojciec i syn oddalają się od siebie, a osamotniona i przygnębiona matka popada w alkocholizm. Problemy domowe kamerdynera przeplatają się z wielkimi wydarzeniami politycznymi. Gdy zmieniają się lokatorzy Białego Domu, rodzi się (a czasem umiera) nadzieja na zmiany w prawodawstwie, które pomogą kolorowym obywatelom godnie żyć. Trzeba przyznać, że Lee Danielsowi udało się zgrabnie zmieścić 70 lat amerykańskiej historii w jednym filmie, rezygnując z rozliczeniowego tonu (reżyser relacjonuje wydarzenia, ale nie ocenia, nie rzuca oskarżeniami). Jednak nie udało mu się uniknąć patosu w tak bliskiej jego sercu sprawie. Szkoda, że Daniels nie skrócił filmu o kilkanaście minut. Wystarczyła wzmianka, o tym, że czarnoskóry polityk z Honolulu ma spore szanse w wyścigu o prezydencki fotel. Reszta to już „oczywista oczywistość”…
Reżyser w piżamie
Lee Daniels, po świetnym Hej Skarbie i intrygującej Pokusie, nie musi mnie do siebie przekonywać. Ponoć ma specyficzny sposób pracy. Nie przeszkadza mu panujący na planie chaos ani nieprzewidywalność. Zresztą, trudno się temu dziwić, oglądając zdjęcia, na których Daniels ubrany jest w pasiaste piżamy. Czarnoskóry reżyser ma też zwyczaj zapraszać do współpracy ciekawych aktorów, czasem bardziej znanych z estrady niż dużego ekranu: Macy Gray wystąpiła w Pokusie, Lenny Kravitz i Mariah Carey – pojawiają się w Hej Skarbie i Kamerdynerze. Najnowszy film Danielsa to powrót do aktorstwa (i to w pięknym stylu) Oprah Winfrey (niegdyś nominowanej do Oskara za rolę w Kolorze purpury). Ikona amerykańskiej telewizji została zaangażowana do projektu jako jedna z pierwszych, zaś o rolę jej męża, czyli tytułowego kamerdynera, walczyli: Forest Whitaker, Terrence Howard i Cuba Gooding Junior. Ostatecznie dla wszystkich znalazło się miejsce w obsadzie, tylko kumpel Danielsa, Terrence Howard, zapłacił za nią wyższą cenę (by się oszpecić aktor musiał usunąć przedni ząb).
Kreacje aktorskie to zresztą nawiększa zaleta Kamerdynera. Bezskutecznie próbowałam znaleźć choć jedno słabe ogniwo, nic z tego! Whitaker jak zwykle genialny, Oprah – doskonały warsztat, Oyelowo – trzeba się przyglądać jego karierze, Gooding Jr – przezabawny w swoich sprośnych komentarzach, i tak dalej, i tak dalej…Szkoda tylko, że żaden z aktorów nie ma szans na Złotego Globa (Kamerdyner został całkowiecie pominięty w nominacjach do tej nagrody).
Lubimy oglądać w kinie prawdziwe historie, zwykle są one bliższe naszym sercom. Niestety, tak jak Amerykanom obojętny może być los pewnego elektryka, który walczył o wolność w polskiej stoczni, tak – niezależnie od starań twórców – obojętny może być dla nas Kamerdyner. To nie nasza bajka, nie nasza historia…
Na film się czaję. Miał świetny zwiastun, obiecujące wzmianki prasowe. No i reżyser, który idzie jak przecinak (no może niemrawym, mającym jednak potencjał debiutem). Kolejny plus Forest Whitaker. Nareszcie. Przecież to aktor który rokrocznie mógłby ubiegać się o Oscara. Tymczasem między 2006-2012 … grał takie rzeczy, że pewnie jeszcze mu wstyd :).
PolubieniePolubienie