W imię …

W POSZUKIWANIU BLISKOŚCI 
O ile Małgośce Szumowskiej należą się ogromne brawa za film W imię…, o tyle Andrzejowi Chyrze należą się owacje na stojąco.

Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) gdzieś na prowincji szefuje małej parafii i opiekuje się, tak zwaną, trudną młodzieżą. W niedziele odprawia msze, na których wygłasza mądre, osobiste kazania, wyspowiada zawsze i wszędzie (a to chłopców za kościołem, a to kolegę w szczerym polu). Świetnie rozumie się z nastolatkami, zagra z nimi w piłkę, a jak trzeba, to i napije się z nimi piwa (by sprawdzić, czy nieochrzczone). Ale ksiądz świętym nie jest. Gdy męczą go grzeszne myśli wkłada bluzę i biega po lesie, a gdy jogging nie pomaga, zagląda do kieliszka.
chyra-kosciukiewicz-1024x682W filmie Szumowskiej, ksiądz to człowiek, jak każdy inny. Ma swoje potrzeby i słabości. Ale przecież religia nakazuje mu żyć samotnie. Samotność jednak doskwiera tak mocno, że ksiądz w końcu ulega urokowi prostego chłopaka ze wsi, Dyni (Mateusz Kościukiewicz). Reżyserka bardzo subtelną kreską rysuje rodzącą się fascynację, jednocześnie pokazując walkę jaką duchowny musi stoczyć sam z sobą.

Podoba mi się, że Szumowska ucieka od kontrowersji, choć porusza tematy, które z pewnością wywołają dyskusje w Polsce. Jednak ona woli je szkicować, pozostawiając sporo niedopowiedzeń. Na szczęście, gdyż grzebanie w tematyce homoseksualizmu w kościele byłoby zwyczajnie nie do zniesienia. Z drugiej strony, ślizganie się po tematach powoduje, że reżyserce nie udaje się stworzyć (poza postacią księdza Adama) żadnego wiarygodnego portretu psychologicznego. Nie wiemy dlaczego Dynia jest outsiderem (jedynym tropem w domysłach może być dziwaczna rodzina chłopaka), nie wiemy dokładnie dlaczego ginie jeden z podopiecznych w ośrodku i jaki wpływ na bieg wydarzeń ma Blondi (Tomasz Schuchardt), w końcu nie zdradzono nam dlaczego sypie się małżeństwo Ewy (Maja Ostaszewska) i Michała, wychowawcy w ognisku dla młodzieży (Łukasz Simlat). Szumowskiej i Michałowi Englertowi (współtwórcy scenariusza) udało się jedynie rozpisać postać Adama i to na tyle zgrabnie, że widz kibicuje mu od pierwszych minut filmu (podczas, gdy w prawdziwym życiu większość z nas z pewnością by go potępiła).
393072.1 Paradoksalnie, pomimo mało wyraźnych drugoplanowych postaci, aktorom udało się stworzyć świetne kreacje. Na castingu Szumowska wykazała niesamowitą intuicją. W wywiadach przyznaje, że postać Adama, Dyni i Ewy pisała pod konkretnych aktorów, doskonale znając ich możliwości. Długowłosy, nieogolony Kościukiewicz nadaje się idealnie do roli dzikusa, który w całym filmie wypowiada góra dwie kwestie. Zabawna postać Ostaszewskiej ( czyżby próba złagodzenia trudnego tematu filmu?) wyraźnie nawiązuje do Beatki z serialu Przepis na życie. Simlat idealnie rozgryzł postać nijakiego Michała, który nie jest ani materiałem na przyjaciela, ani na donosiciela, zaś Schuchardt nadał swojej postaci niesamowitej charyzmy (już samo jego spojrzenie mówi, że będą kłopoty). Drażnili mnie za to naturszczycy, pracę z którymi tak bardzo chwaliła sobie Szumowska w wywiadach. Gdy nic nie mówili i stanowili wyłącznie swoisty folklor Pojezierza Mazurskiego (tam bowiem kręcono film), to w porządku, w dialogach razili sztucznością.

Ale to Andrzej Chyra w filmie nie ma sobie równych. Karierę zaczął od Długu Krzysztofa Krauzego, choć tak naprawdę rolę zdobył po znajomości. Dług i późniejszy Komornik okazały się być trampoliną do sławy. Później już rzadziej grywał pierwszoplanowe role i skupił się na teatrze (regularnie gra u Warlikowskiego). W imię…to powrót Chyry do pierwszej ligi aktorów w Polsce. Nagroda dla najlepszego aktora w Gdyni oraz słowa pochwały w polskich i zagranicznych recenzjach, są jak najbardziej zasłużone.

W filmie trochę brakowało mi dobrych scen dialogowych. W zasadzie podobała mi się tylko jedna, rozmowa przez Skype pijanego Adama z siostrą z Toronto, która nie przyjmowała do wiadomości, że jej brat jest gejem (od razu przyszła mi na myśl świetna scena coming outu w Płynących wieżowcach Tomasza Wasilewskiego). W W imię … Szumowska i Englert wyraźnie stronią od gadaniny, ich miejsce zajmują poetyckie ujęcia, które ukazują piękno mazurskiej przyrody (Michał Englert już w Nieulotnych udowodnił, że na takiej stylistyce zna się jak mało kto). Przepiękna jest scena wiejskiej procesji ozdobiona niesamowitym kawałkiem The Funeral, Band of Horses. Zresztą, muzyka Pawła Mykietyna i Adama Walickiego idealnie komponuje się z poetycką wizją operatora, choć jej brak w scenie miłosnej może być totalnym (pozytywnym) zaskoczeniem.

Na koniec jeszcze o zakończeniu. Szumowska powinna film skończyć 3 minuty wcześniej.
______________________________
tekst: Magdalena
W imię …
Reżyseria: Małgośka Szumowska
Obsada: Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Łukasz Simlat, Maja Ostaszewska, Tomasz Schuchardt
Polska, 2013
Reklamy

4 Comments Add yours

  1. Chyra nie musi nigdzie wracać 🙂 Film obejrzeć trzeba koniecznie.

    Lubię to

  2. Pisząc o powrocie Chyry, miałam raczej na myśli jego nieznaczną obecność w kinie w ostatnich latach, zadawalanie się mniejszymi (choć moim zdaniem zawsze bardzo wyrazistymi) rolami. Film, pomimo kilku zarzutów, jest bardzo dobry. Pozycja obowiązkowa.

    Lubię to

  3. Esa Czyta pisze:

    Skoro pozycja obowiązkowa, to jak mogłabym przegapić 😀 Z przyjemnością znajdę chwilkę czasu i obejrzę 🙂
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

    Lubię to

  4. Baba Jedna pisze:

    Też wybieram się ten film – po takiej recenzji to już na pewno nie odpuszczę 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s