Wolny strzelec

JEST KREW, JEST NEWS!

Lou Bloom to produkt na miarę naszych czasów. Jest nocnym drapieżnikiem, który z kamerą poluje na wypadki samochodowe, pożary i morderstwa, by potem materiał filmowy sprzedać żądnym krwi lokalnym stacjom telewizyjnym. To pozbawiony skrupułów kłamca i manipulator, który nie cofnie się przed niczym w nieustannej pogoni za ludzką tragedią. Korzystając z nieuwagi policji, wejdzie na miejsce zbrodni, przestawi zwłoki, by zdobyć lepsze ujęcie, albo świadomie narazi na niebezpieczeństwo swojego współpracownika. W świecie spragnionym sensacji, główny bohater Wolnego strzelca jest zwycięzcą. Niekwestionowany zwycięzcą jest również Jake Gyllenhaal, który tworzy najlepszą kreację aktorską w swojej karierze.

Całkiem niedawno na ekranach polskich kin gościł najnowszy film Davida Cronenberga, Mapy gwiazd, będący satyrą na Hollywood. Podobnie można odczytywać reżyserski debiut Dana Gilroya (scenarzysty Dziedzictwa Bourne’a), z tym, że w Wolnym strzelcu pod lupą ląduje świat mediów. Jednak wydźwięk obu filmów jest podobny. Oba światy są tak samo zepsute, a przynależność do któregoś z nich może wyzwalać w człowieku najokrutniejsze instynkty.

kultura_kulturalniepogodzinach.png

Lou (Jake Gyllenhaal) to cwaniak, który łapie się przeróżnych zajęć, by zarobić na życie. Nie zawsze zgodnych z prawem. A to ukradnie rower, a to podwędzi trochę drutu. Pewnego dnia przygląda się akcji, w której ratownicy próbują wyciągnąć kobietę uwięzioną w płonącym samochodzie. Wówczas pojawia się ekipa telewizyjna. To wtedy – od jednego z operatorów – Bloom słyszy: Jest krew, jest news. I kilka godzin później, gdy ogląda relację z tej akcji w telewizji, już wie czym będzie zarabiał na życie. Wyposażony w policyjny skaner i tanią kamerę trafia na miejsce przestępstwa i nagrywa swój pierwszy film. Masz świetne oko – słyszy od Niny (Rene Russo), szefowej sekcji wiadomości, która prosi go o więcej krwawych materiałów. Nasze wiadomości są jak krzycząca kobieta biegnąca ulicą z poderżniętym gardłem – zdradza mu, czego oczekują widzowie stacji. Lou – jak sam twierdzi – jest bardzo pojętnym uczniem. Nic też dziwnego, że jego filmy regularnie pojawiają się jako Breaking news w porannej telewizji, a firma powiększa się o asystenta Ricka (świetny Riz Ahmed, znany z Czterech lwów).

Lou mówi szybko i płynnie, jakby wykuł na pamięć wikipedię, albo wchłonął tonę podręczników poświęconych rozwojowi osobistemu. Jest bystry, pewny siebie i dominujący. Potrafi owinąć sobie wokół palca nie tylko współpracownika, ale sprawić, by szanowana szefowa stacji jadła mu z ręki. Ma w nosie konkurencję. Nie cofnie się przed niczym, by zdobyć atrakcyjny materiał filmowy. Będzie bawił się z policją w kotka i myszkę, ubarwi filmowaną rzeczywistość albo wystawi współpracownika kryminalistom jako przynętę. Nie uznaje żadnych reguł. Lżejszy o ponad dziesięć kilogramów Gyllenhaal nosi zaczesane do tyłu długie włosy, które wiąże w samurajską kitkę, gdy bierze się do roboty. Ma zapadnięte policzki i wielkie przerażające oczy. Wątła sylwetka aktora sugeruje, że jego bohater jest na ciągłym głodzie. Z tym, że Lou nie myśli o jedzeniu, pragnie sensacji, by nakarmić nią równie spragnionych telewidzów. Bo tak naprawdę, jego życie zależy od popytu na krwawe historie. A dopóki karmi głodną bestię, dopóty ta żre i prosi o więcej.

528744_1.1

Dan Gilroy – reżyser i scenarzysta w jednej osobie – namalował intrygujący portret człowieka, który zrobi absolutnie wszystko, by osiągnąć swój cel. Pokazał mroczne oblicze amerykańskiego snu w taki sposób, że mamy ciarki na plecach. Pomimo niewielkiego budżetu udało mu się stworzyć imponujące kino z finałową sceną pościgu godną wysokobudżetowych produkcji (świetne zdjęcia Roberta Elswita, wzbogacone muzyką Jamesa Newtona Howarda) oraz kreacją aktorską na miarę Oskara. Hipnotyzujące spojrzenie Jake’a Gyllenhaala nie daje spokoju, a melodia jego wypowiedzi dudni w uszach jeszcze długo po wyjściu z kina. Mam nadzieję, że członkowie amerykańskiej Akademii Filmowej jeszcze ją słyszą…

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s