A Mirror | Trafalgar Theatre, London

Sztukę zwodzenia twórcy tego przedstawienia opanowali do perfekcji. Zaczyna się od zaślubin (widzowie są gośćmi weselnymi), ale po kilku minutach okazuje się, że ta scena nie ma sensu, kłóci się z historią zaprezentowaną w kolejnych, nie zgadzają się nawet imiona bohaterów. Zaczynasz nabierać podejrzeć, zachodzisz w głowę, o co tu chodzi… I gdy już się wydaje, że wiesz, twórcy serwują kolejny twist w finale.

Sam Holcroft napisał zabawnie straszny tekst o sztuce i jej znaczeniu w życiu. Historię osadził w nieznanym, postkomunistycznym kraju, gdzie rządzi biurokracja i cenzura. Jonny Lee Miller cudownie szarżuje w roli pompatycznego aparatczyka ze słabością do teatru. Tanya Reynolds zabawnie wypada jako sztywna, niezdarna asystentka, która z czasem odnajduje własną siłę.

Szkoda, że spektakl zszedł już z afisza. To była perełka współczesnej dramaturgii na West Endzie.