Żaden ranking – po prostu luźno o kulturalnych przyjemnościach 2018 roku

Podobnie jak w poprzednich latach, nie będzie to ani ranking najlepszych produkcji, jakie widziałyśmy w 2018, ani nawet najgorszych. Nie lubimy tworzenia list i wskazywania miejsc na podium. Wpis będzie luźny. A kolejność nie ma tu większego znaczenia. Już tak mamy, że w każdej, nawet w nie do końca udanej produkcji, szukamy jakiś dobrych elementów (kreacja aktorska, ciekawa historia, albo świetna stylistyka). Dlatego to zestawienie to zbiór filmów i seriali, które zrobiły na nas wrażenie. A przede wszystkim – przyniosły nam mnóstwo przyjemności.  Ponieważ od wielu lat tyle samo czasu co w sali kinowej spędzamy na teatralnej widowni – zestawienie poszerzamy o wydarzenia teatralne (te oglądane na żywo w londyńskich teatrach, jak i broadcastowane do sal kinowych w ramach NT Live).

SERIAL

Patrick Melrose  | Powieściowa seria Edwarda St Aubyna, to autobiograficzna opowieść o Melrose’ach, toksycznej rodzinie z dobrym nazwiskiem. Gwałcony od piątego roku życia przez despotycznego ojca oraz zaniedbywany przez bogatą matkę alkoholiczkę, Patrick Melrose wyrósł na angielskiego dżentelmena, który albo wstrzykuje sobie do żył narkotyki w obskurnych melinach albo duszkiem wypija cały barek alkoholu w luksusowych hotelach. Po seansie nie ma wątpliwości, że nikt inny nie zagrałby lepiej Patricka Melrose’a. Benedict Cumberbatch wspina się na wyżyny swojego aktorskiego kunsztu, tworząc niezwykle poruszający obraz mężczyzny przytłoczonego przez wspomnienia okrutnego dzieciństwa, obezwładnionego przez żal i gniew. Nawet jeśli gra sceny upodlenia z niesamowitym komediowym wyczuciem, to i tak osobista tragedia bohatera wybija się na pierwszy plan.

Bodyguard | Po sukcesie Line of Duty Jed Mercurio postanowił pozostać w klimacie służb publicznych. Bohaterów Bodyguarda powiązał z rezydentami Downing Street, a dodając do fabuły bardzo aktualny temat na Wyspach jakim również terroryzm, nadał serii wymiar polityczny. Serial BBC oprócz świetnie rozpisanych wątków i postaci oraz znakomitej obsady (fantastyczna rola Richarda Maddena) ma jeszcze jedną przewagę. Jest po prostu świetnie zrealizowany. Podczas, gdy aktualnie większość twórców filmów i seriali akcji oferuje widzom krótkie ujęcia i szybki montaż, Brytyjczycy stawiają na  przeciągnięte jak na serialowe standardy sceny, które niesamowicie budują napięcie. Ten ryzykowny pomysł świetnie się sprawdził, czego dowodem jest zapierająca dech w piersiach scena ataku terrorystycznego, otwierająca Bodyguarda, jak również widowiskowy i niezwykle emocjonujący finał.

End of the F***ing World  | Niby zaczyna się jak typowa produkcja o nastolatkach – chłopak poznaje dziewczynę… Ale brytyjski serial End of the F***ing World, oparty na nagradzanej powieści graficznej Charlesa Forsmanawymyka się wszelkim schematom. Serial wyprodukowany przez angielski Channel 4, to znakomita połączenie coming-of-age story z kinem drogi w odcinkach. Trzeba przyznać, że czarny humor jest trochę ryzykowny, ale sprawdza się w stu procentach. Naiwność głównych bohaterów jest rozbrajająca. On (rewelacyjny Alex Lawther) zgrywa rolę twardziela, który zimną krwią załatwi każdego, ona (Jessica Barden) pyskatą małolatę, która lubi seks. Ale maski, które przyjmują w końcu spadną, obnażając ich strach przed światem oraz rozczarowanie względem rodziców (nieobecnych lub obojętnych).

The Split  | W bogatej ofercie serialowej zawsze najtrudniej o przyzwoity serial obyczajowy. Ale  BBC stanęło na wysokości zadania dostarczając świetną 6-odcinkową produkcję. The Split to historia prawniczej rodziny Defoe. Główną bohaterką jest Hannah (znakomita Nicola Walker), która opuściła rodzinną firmę i przeszła do konkurencyjnej korporacji, gdzie prowadzi sprawy rozwodowe zamożnych klientów. Serial ciekawie opowiada o pogmatwanych relacjach ludzkich, małżeńskich i rodzinnych, o dawnych miłościach i niewykorzystanych szansach. Nie jest to nic, czego do tej pory nie widzieliście w telewizji, ale dobrze napisany scenariusz (Abi Morgan znana z Czasu prawdy) oraz doskonała obsada (choć bez wielkich nazwisk na liście płac) powodują, że z chęcią sięga się po kolejny odcinek. 

A Very English Scandal  | Scenariusz miniserialu A Very English Scandal napisało samo życie. Produkcja przypomina bowiem niechlubny moment we współczesnej historii Wielkiej Brytanii, kiedy to wpływowy polityk, lider Partii Liberalnej – Jeremy Thorpe – zlecił zamordowanie swojego kochanka, Normana Scotta. Ku zaskoczeniu reżyser, Stephen Frears (Królowa, Boska Florence) ten poważny temat postanowił rozładować ogromną dawką dowcipu. Dopracowany przez Russella T. Daviesa scenariusz oraz doskonałe aktorskie kreacje Bena Whishawa, Hugh Granta, czy Alexa Jenningsa to elementy zdecydowały o sukcesie produkcji BBC. A Very English Scandal to trzy godziny nieskrępowanej radości. Skandalem jest sobie jej odmówić.

TEATR 

Network | Po mniej udanej scenicznej adaptacji Opętania z Judem Law Ivo Van Hove szczęśliwie nie zrezygnował z przenoszenia filmów na teatralne deski. Tak powstała teatralna przeróbka Sieci, oscarowego hitu z 1976 roku, wystawiana w National Theatre z nagrodzoną Olivierem rolą Bryana Cranstona. Oglądając spektakl aż trudno uwierzyć, że opowiadający o brutalnej rzeczywistości mass mediów, Network liczy sobie przeszło 40 lat. Okazało się, że wydarzenia z lat 70. śmiało można przenieść do nowoczesnego studia nagrań, naszpikowanego nowościami technologicznymi, z elektroniczną muzyką wygrywaną na żywo przez muzyków i Dj-ów i z sąsiadującą ekskluzywną restauracją, gdzie biegają prawdziwi kelnerzy, podając prawdziwe rarytasy, wprost na stoliki zarezerwowane dla prawdziwej publiczności. Ivo van Hove dokonał rzeczy niemożliwej – przesunął granice teatru. Network to coś więcej niż spektakl, to live cinema, który powinno pokazywać się wszystkim tym, którzy uważają teatr za nudną, przestarzałą instytucję, do której w szkole chodziło się za karę.

Antony & Cleopatra | Ubrana we współczesne szaty adaptacja zachwyca rozmachem i dopieszczoną scenografią. Egzotyczne posiadłości Kleopatry ozdobione barwnymi kaflami, przypominają wytworny butikowy hotel. Narady wojenne toczą się w surowych, marmurowych komnatach, gdzie na zsuwanych z sufitu ekranach można na bieżąco śledzić działania na froncie. Do spontanicznej pijackiej zabawy dochodzi na pokładzie łodzi podwodnej, po tym jak stalowy gigant dumnie wynurza się spod sceny przy dźwiękach majestatycznej muzyki. Ubrana w olśniewające suknie Sophie Okonedo jako Kleopatra, przypomina diwę ze złotego wieku Hollywood. Aktorka zgrabnie balansuje między dostojeństwem bohaterki, a jej kapryśną i dowcipną naturą. Ralph Fiennes jako pewny siebie, zawadiacki Antoniusz w rozchełstanej koszuli przypomina bohatera filmu Nienasyceni. Niezaprzeczalna jest chemia panująca między odtwórcami głównych ról. Nie zdziwię się, jeśli w przyszłości nazwiska Fiennesa i Okonedo, będą wymieniane na jednym oddechu ze wspaniałymi poprzednikami z brytyjskich scen – Anthony Hopkinsem i Judi Dench, Timothy Daltonem i Vanessą Redgrave, czy Patrickiem Stewartem i Harriet Walter.

My name is Lucy Barton | Laurze Linney udało się stworzyć zaskakująco intymny i kameralny klimat, mimo, że spektakl wystawiany był na jednej z bardziej pojemnych scen off-West Endu. Aktorka pozostawiona na scenie sama, w towarzystwie oszczędnej scenografii (zaledwie szpitalne łóżko, fotel i telebim wyświetlający w tle raz – widok ze szpitalnej sali na Chrysler Building, innym razem – łąki i pola z jej rodzinnych stron) tworzy skromne, ale jakże niesamowicie ujmujące widowisko. Amerykanka, która ma koncie liczne role filmowe i nagrody, wetranka scen Brodwayu, tu – na londyńskich deskach daje popis swoich umiejętności. Skromny – bez zbędnych fajerwerków i upiększeń, ale jakże prawdziwy i zwyczajnie wzruszający. Dla takich sztuk warto jechać do Londynu!

Hamilton |  Victoria Theatre od dłuższego czasu należy do grona najbardziej gorących miejsc na teatralnej mapie Londynu. To tu, po przeszło 2 latach od premiery na Off- Broadwayu, Lin-Manuel Miranda zdecydował się wystawić swoje słynne dzieło, które zdecydowanie wychodzi poza ramy tradycyjnego musicalu. Hamilton to hybryda muzycznych gatunków, od romantycznych ballad, przez brzmienia soul i R’n’B, na hip-hopie kończąc. Jednak mimo tej muzycznej różnorodności to tekst odgrywa tu pierwsze skrzypce. Chwytliwy, niezwykle zabawny i zaskakująco aktualny jest głównym motorem napędzającym fabułę. Miranda, pisząc teksty natrudził się, by słowa układały się w intrygującą całość, stanowiły swoistą grę słów i powodowały dwuznaczne skojarzenia. Wysprzedany spektakl, który w Londynie uchodzi za jeden z najdroższych jest zdecydowanie wart każdego funta, mało tego, jak śpiewa król George w jednej z piosenek (You’ll be back), jest duże prawdopodobieństwo, że będzie się chciało zobaczyć to ponownie.

Red  | Tutaj wszystko jest na najwyższym poziomie – począwszy od doskonale napisanego dramatu, poprzez wybitne aktorstwo (fantastyczny duet – Alfred Molina i Alfred Enoch), na imponującej scenografii, muzyce i oświetleniu skończywszy. John Logan napisał tą sztukę zainspirowany wizytą w Tate Modern, gdzie obejrzał serię czerwonych obrazów autorstwa Rothko. W dramacie napisał o tym, jak powstawały dzieła, ale ów watek jest tylko pretekstem do rozważań o tym, czym jest sztuka w naszym życiu. Naprawdę piękny i błyskotliwy to tekst. W spektaklu Rothko marudzi, że w dzisiejszych czasach sztuka stara się przypodobać odbiorcy, jest tak fajna i przyjemna, że aż nudna. On zaś chce by jego sztuka zmuszała do myślenia: I’m here to stop your heart – wykrzykuje Molina. Podczas spektaklu moje serce może się nie zatrzymało, ale na biło zdecydowanie mocniej.

FILM

Żona | Ponoć za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi silna kobieta. Żona w reżyserii Björna Runge, na podstawie książki Meg Wolitzer, to nie tylko studium roli kobiety w życiu mężczyzny, ale również hołd złożony wszystkim kobietom – aktorkom drugiego planu, które często niedoceniane stoją w cieniu swoich mężów i partnerów. Atutem obrazu jest nie tylko zaskakująca historia, ale również bohaterowie. Jonathan Pryce z wyczuciem prowadzi skomplikowaną postać pisarza, który lada dzień ma odebrać nagrodę Nobla. Christian Slater, w roli biografa węszącego w poszukiwaniu sensacji, potrafi być równie czarujący, co odpychający. Max Irons wypada wiarygodnie w roli kapryśnego syna. Ale nawet najlepsza męska obsada, nie jest w stanie przyćmić wspaniałej Glenn Close w roli kochającej i troskliwej żony pisarza, przeżywającej kryzys w momencie zawodowego triumfu męża. To jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza rola w bogatej karierze Amerykanki, która mam nadzieję, przyniesie jej nominację do Oscara.

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri | Po wcześniejszych filmach Martina McDonagha (Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj7 psychopatów), w których prym wiedli mężczyźni, scenarzysta i reżyser wreszcie pozwolił dojść do głosu kobiecie. Zgorzkniała Hayes jest pewna siebie i potencjalnie niebezpieczna. Bywa pozornie surowa i niedostępna, ale jednak kryje w sobie pokłady empatii, choć niekoniecznie lubi się z tym afiszować. Doskonale obsadzona Frances McDormand próbowała szukać inspiracji w kobiecym świecie, ale ostatecznie znalazła ją w męskim. Padło na Johna Wayne’a i chyba słusznie, zwłaszcza, że Trzy billboardy można uznać za współczesny western, w którym główny bohater prowadzi samodzielną walkę o sprawiedliwość. McDormand zachwyca, podobnie jak niegdyś w roli nieustraszonej policjantki w filmie Fargo. Na konferencji prasowej w Wenecji, gdzie Trzy billboardy… miały swoją światową premierę, aktorka żartowała, że na jej nagrobku znajdzie się imię jej bohaterki z 1996 roku – Marge Gunderson. I tu McDormand może się mylić, gdyż Mildred Hayes zasłużenie rozbiła bank z najważniejszymi nagrodami branżowymi.

Wyspa psów  | Psy w filmach Wesa Andersona lekko nie mają. O ile w ogóle dotrwają do napisów końcowych. Pamiętacie co stało się z beaglem z Genialnego Klanu albo ze  Snoopym w Kochankach z księżyca? Amerykański twórca nie oszczędza też czworonogów w swoim najnowszym filmie. W Wyspie psów czeka ich zesłanie na gigantyczne śmieciowisko i pewna śmierć od głodu i chorób… Ale pomimo szarej, brutalnej rzeczywistości, w której znalazły się zwierzaki o dostojnych imionach (Wódz, Król, Szef, Książę i Rex), Andersonowi jakimś cudem udaje się zachować poezję i urok filmowej opowieści. Wyspa psów, podobnie jak Fantastyczny Pan Lis, to obraz nakręcony z wdziękiem i wyobraźnią, z zabawnymi dialogami i pomysłowymi gagami.  Do tego psi bohaterowie mówią głosami najwspanialszej pod słońcem obsady. Nie od dzisiaj wiadomo, że Amerykanin lubi pracować z grupą ulubionych aktorów. Nie dziwi zatem głos Billa Murraya, Edwarda Nortona, Jeffa Goldbluma i Boba Balabana, czy Tildy Swinton. Jednak wspaniałym dodatkiem do obsady okazał się Bryan Cranston. Gdy Wódz warknie „Ja nie aportuje”, to wiesz, że nie żartuje. 

Bracia Sisters | Film Jacquesa Audiarda przez niektórych krytyków został ochrzczony mianem „gentle western”. Ładne i bardzo trafne to określenie. Ukochany projekt producenta i odtwórcy głównej roli – Johna C. Reilly’ego, oparty na wspaniałej książce Patricka DeWitta, początkowo miał trafić w ręcę braci Coen. Ale kreatywne rodzeństwo już wówczas pracowało nad własnym westernem, więc zekranizowanie powieści zaoferowano francuskiemu reżyserowi, twórcy wysokiej klasy kina niekomercyjnego (Imigranci, Rust and Bone). Audiard otwarcie przyznaje, że konwencja westernowa z szerokim kadrem, pojedynkami rewolwerowymi i jazdą konną nie jest mu szczególnie bliska. Może właśnie dlatego Bracia Sisters unikają gatunkowych klisz. Atutem jest znakomita obsada. Joaquin Phoenix i John C. Reilly koncertowo grają braci, których poza wspólną rodziną i profesją dzieli absolutnie wszystko. Charlie to lider w tym tandemie, charyzmatyczny, odważny i bezczelny. Pijak i król burdelu. Eli natomiast to zupełne przeciwieństwo porywczego brata – spokojny i wrażliwy. Ot, taki melancholijny rewolwerowiec. Na drugim planie błyszczą Jake Gyllenhaal jako erudyta Morris oraz Riz Ahmed w roli ambitnego naukowca. 

Narodziny gwiazdy | Historia stara jak świat – dwójka poznaje się w przeciwstawnych momentach swoich karier – on ze szczytu spada na dno, ona dopiero zaczyna marzyć o wielkiej sławie. W Hollywood opowiadano ją na pięć sposobów (ostatnio w latach 70-tych z Barbrą Streisand i Krisem Kristoffersonem w rolach głównych). Teraz swoją wersję opowieści snują debiutujący reżyser – Bradley Cooper i niedoświadczona aktorka, sześciokrotna laureatka Grammy – Lady Gaga. Efekt jest zachwycający. Gaga, która na potrzeby filmu schowała krzykliwe kreacje do szafy, a z twarzy zmyła mocny makijaż, zaskakująco naturalnie prowadzi rolę zakompleksionej kelnerki i niespełnionej artystki, rozkochującej w sobie sławnego na całą Amerykę muzycznego idola. Cooper błyszczy w roli muzyka, który traci nie tylko panowanie nad własnym życiem (alkohol, prochy), ale również nad swoim ciałem (utrata słuchu) i karierą. Aktor, który do tej pory tylko śpiewał po prysznicem, wziął kilka lekcji muzyki i w filmie wykonał wszystkie filmowe kawałki osobiście. Co więcej, Cooper majstrował przy scenariuszu i napisał teksty kilku piosenek, które słyszymy w filmie. 

Paddington 2 Mam wielką słabość do tego niedźwiadka, zwłaszcza że mówi ciepłym głosem Bena Whishawa. I dlatego na seans musiałam czekać kilka miesięcy dłużej, aż wersja niedubbingowana pojawi się na vod. Cierpliwość się opłaciła, bo druga część przygód sympatycznego misia jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Bohater w niebieskim płaszczyku i przydużym kapeluszu znów wpada w poważne tarapaty. Cóż, taka jego natura. Tym razem zostaje oskarżony o kradzież cennego manuskryptu. W trakcie przymusowej odsiadki miś podbija serca (i podniebienia) groźnie wyglądających kolegów w pasiakach. W tym czasie jego opiekunowie, rodzina Brownów, próbują na własną rękę dopaść prawdziwego złodzieja. Rozrywkę na najwyższym poziomie zapewnia doskonała obsada: zarówno dobrzy znajomi z poprzedniej części (Sally Hawkins, Hugh Bonneville, Jim Broadbent), jaki i nowi (Brendan Gleeson oraz Hugh Grant jako czarny charakter).  Miłośnicy Londynu wypatrzą w produkcji ulubione zakątki miasta i zabytki na ciepłych, dopieszczonych kadrach. Nie powstydziłby się ich sam Wes Anderson, gdyby kręcił film w stolicy Wielkiej Brytanii.

NT LIVE

Szaleństwo króla Jerzego | Jerzy III, angielski król panujący na przełomie XVIII/XIX w. ma w kulturze swoje „pięć minut”. Najpierw Lin-Manuel Miranda dowcipnie upchnął monarchę w hip-hopowym Hamiltonie. Teraz o królu przypomina Adam Penford sięgając po rzadko wystawiany w UK dramat Alana Bennetta. Władca w sztuce nie jest szalony, choć jego zachowanie nosi wszystkie znamiona szaleństwa. Król jest chory, ale porfiria, na którą cierpi nie została jeszcze zidentyfikowana. W czasie przygotowania do roli Mark Gatiss zapewne wiele razy zadawał sobie pytanie, czy ma zagrać władcę szalonego (jak go postrzegano) czy schorowanego (jakim był w rzeczywistości). Ostatczenie, zdecydował się skupić się na wewnętrzym konfikcie bohatera, który wciąż trzeźwo myśli, ale całkowicie stracił kontrolę nad swoim organizmem. Gatiss  jest znakomity, zarówno wtedy, gdy jest wyniosłym i ekscentrycznym władcą wplatającym w zadnia zabawne „co, co” i „hej, hej” czy schorowanym, niezdarnym człowiekem z nieuporządkowanymi myślami i ruchami. W jednej scenie jest majestatyczny i dostojny, w następnej odrażający z ropiejącymi bliznami i śladami krwi na bandażach. Na drugim planie świetnie wypadają Adrian Scarborough i Debra Gillett.

Młody Marks | Duet Nicholas Hytner (reżyser) oraz Richard Bean (dramaturg) już raz doprowadzili mnie do bólu przepony w szalonej komedii omyłek Człowiek dwóch szefówPanowie ponownie połączyli siły, tym razem w sztuce Młody Marks. I choć tym razem nie zwijałam się ze śmiechu w kinowej sali, to jednak cudownie spędziłam czas poznając Karla Marksa z zupełnie innej strony w tej świetnie wyreżyserowanej i wizualnie pomysłowej sztuce. Obsadzenie Rory’ego Kinneara w roli młodego rewolucjonisty było strzałem w dziesiątkę. Jego Marks jest zuchwały, nerwowy i trochę nieokrzesany, ale gdy wygłasza swoje poglądy staje się pewny siebie i charyzmatyczny. Oliver Chris jako Fryderyk Engels jest znakomitym skrzydłowym. W trakcie spektaklu wiele razy usłyszymy wesoły okrzyk  – „Engels i Marks! Marks i Engels!”. Patrząc na Chrisa i Kinneara bez trudu uwierzymy w bezinteresowną przyjaźń głównych bohaterów, gdyż chemia między aktorami jest niezaprzeczalna. Jednym słowem, Marks nie mógł liczyć na lepszego Enegelsa, a Engels na lepszego Marksa. 

Amadeusz |  Amadeusz to prawdziwy teatr atrakcji. Zadowoli zarówno tych, którzy liczą na poruszające kreacje aktorskie, jak i tych, którzy chcą się pośmiać i rozerwać. Spodoba się zarówno miłośnikom teatru dramatycznego, jak i muzycznego, a nawet opery. Tytuł sztuki Petera Shaffera jest nieco mylący. Kluczową postacią dramatu nie jest bowiem Wolfgang Amadeusz Mozart, lecz Antonio Salieri – włoski kompozytor, artysta utalentowany, choć nie wybitny. Lucien Msamati w roli głównej maluje portret człowieka dumnego, który nie potrafi pogodzić się ze swoją miernością, a zazdrość i chora ambicja pchają go do okrutnych czynów. Tymczasem Mozart jest nadpobudliwy i wulgarny, ma głupkowaty wyraz twarzy, tlenione blond włosy i pstrokate glany na nogach. Początkowo postać wykreowana przez Adama Gillena ryzykowanie ociera się o karykaturę, by w finale ukazać w pełni poruszający dramat młodego geniusza. 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s