Wybierając się na spektakl w reżyserii Kipa Williamsa, trudno uciec od porównań. Jako widz, który widział The Picture of Dorian Gray dwukrotnie, a ostatnio także The Maids ze świeżą gwiazdą Bridgertonów Yerin Ha, czułam, że Williams nie ma już przede mną tajemnic. I niestety Dracula potwierdza, że reżyser zaczyna powielać własne pomysły, tworząc efektowny, ale trochę przewidywalny „cine-theatre”.
O ile w Dorianie Grayu technologia świetnie komentowała narcyzm i kult perfekcji, tutaj chwilami przejmuje kontrolę, kosztem gotyckiej duszy historii.
Mocnym elementem spektaklu jest występ Cynthii Erivo. Jej aktorstwo jest niezwykle plastyczne, z niesamowitą swobodą żongluje akcentami i postawami, płynnie przechodząc między skrajnie różnymi postaciami.
Mimo zastrzeżeń, spektakl Williamsa to wciąż kawał solidnego rzemiosła. To produkcja, której warto doświadczyć, by zobaczyć, jak odważnie można dziś przesuwać granice tradycyjnej sceny. Mam jednak nieodparte wrażenie, że przedstawienie najbardziej spodoba się widzom, którzy nie mieli wcześniej styczności z twórczością australijskiego reżysera, dla nich ten technologiczny spektakl może być objawieniem. Dla stałych bywalców teatru Williamsa pozostaje on poprawną, choć imponującą ewolucją znanej już formuły.
Noël Coward Theatre – do 30.05.2026
zdjęcie: Daniel Boud