Wszyscy moi synowie Arthura Millera to jeden z moich ulubionych dramatów, a jego aktualna inscenizacja w Wyndham’s Theatre w Londynie jest absolutnie zachwycająca. Ivo van Hove, reżyser znany z odważnych interpretacji klasyki, postanowił nie skracać tekstu i zrezygnować z przerwy, decyzja, która początkowo wydaje się wymagająca, ale w praktyce potęguje tempo, dynamikę i emocjonalny impakt spektaklu.
Minimalistyczna, symboliczna scenografia i oświetlenie tworzą intensywną, wciągającą atmosferę. Van Hove mistrzowsko prowadzi widza przez dramatyczne napięcie, a finał uderza jeszcze mocniej.
Bryan Cranston jako Joe Keller jest absolutnie fenomenalny. Z jednej strony bawi widza, maskując swoje lęki i poczucie winy żartami, z drugiej, w najbardziej dramatycznych momentach, rozkłada na łopatki swoją autentycznością. Równie mocne są role Marianne Jean‑Baptiste i Paapa Essiedu, ale tak naprawdę cała obsada jest perfekcyjnie zgrana. Nawet mniejsze role mają pełną emocji, dopracowaną obecność sceniczną.
Porównując z wcześniejszymi, bardziej „tradycyjnymi” inscenizacjami (z Billem Pullmanem i Sally Field w Old Vic), obecna wersja idzie krok dalej, pokazując, że klasyka Millera może być jednocześnie ponadczasowa i świeża. To spektakl, który naprawdę zostaje w pamięci i pokazuje, jak potężną siłę ma teatr w najlepszym wydaniu.
Jeśli macie okazję, idźcie koniecznie, a po przedstawieniu nie omieszkajcie wybrać się pod Stage Door, bo Bryan Cranston jest równie przeuroczy poza sceną, jak na niej.
Wyndham’s Theatre – do 07.03.2026