Lubię to! czyli bieganie w dobie Facebooka

Kiedyś bieganie było proste, wystarczyły wygodne buty i mp3. Dziś, by przemierzać kilometry w parku potrzebujemy milion aplikacji, dopingu znajomych na facebooku i najlepiej udokumentowanych osiągnięć (chociażby w postaci medali). Sport stał się wyznacznikiem jakości życia, a bieganie zdecydowanie jest en vouge. Ale w dzisiejszych czasach nie biegasz już sam, nawet w weekend o szóstej rano w odległym parku. Zanim dobiegniesz do domu, twojemu kumplowi może przestać smakować śniadanie, gdy zobaczy twój wynik opublikowany na facebooku, dwie koleżanki klikną Lubię to!, a brat dorzuci: Trzymaj tak dalej. Można z tego żartować, można z tego drwić, ale nie da się zaprzeczyć faktom. Media społecznościowe i różnego rodzaju gadżety wpływają na nasz styl życia, są źródłem motywacji … a czasem autopromocji.

run nike woman

Zawsze byłam wysportowanym dzieckiem. To zapewne wpływ genów – ojciec był trenerem piłki nożnej, z którym, zamiast na kolonie, jeździłam na zgrupowania piłkarskie. Tatuś miał również specyficzne podejście pedagogiczne do moich słabości. Pamiętam, gdy w szkole podstawowej miałam problem ze skokiem przez kozła, ojciec zaproponował mi trening na sali gimnastycznej (akurat miał zajęcia z chłopcami niewiele starszymi ode mnie). W pewnym momencie ojczulek zarządził chłopakom przerwę (rozsiedli się pod drabinkami), po czym wystawił kozła na środek sali i … kazał skakać. Byłam wściekła, zażenowana i czerwona ze wstydu. Patrzyło na mnie kilkadziesiąt par chłopięcych oczu, mogłam tylko wziąć nogi za pas albo skakać. Przeskoczyłam za pierwszym razem, a z wuefu ostatecznie była piątka. Cóż, motywacja to rzecz ważna!

ryangosling-meme2

Wracając jednak do lekcji wychowania fizycznego. Nie opuszczałam żadnej, dodatkowo jeszcze sksy (ktoś jeszcze to pamięta!?) i zawody. Zabawne, że w szkole jedyną znienawidzoną przez mnie dyscypliną były biegi na długi dystans. Zdarzało się symulować ból brzucha (sic!). Potem, w czasach studiów był szał na wszelkie formy aerobiku i moda na chodzenie na siłownie. Tam spoceni i sapiący panowie skutecznie zniechęcali mnie do wysiłku siłowego, dlatego godzinami okupowałam stronę cardio, a zwłaszcza bieżnię. I w taki właśnie naturalny sposób wróciłam do biegania.

Ale przełom nastąpił pięć lat temu, gdy rzucił mnie facet. Poharatane kobiece serce ponoć najlepiej leczy kubek lodów (tak twierdzi niejaka Bridget Jones). Ja nigdy nie lubiłam oczywistych rozwiązań, więc zamiast słodyczy i zapasu ckliwych filmów na dvd, kupiłam sobie porządne buty do biegania. Po roku treningów przebiegłam swój pierwszy maraton (przejęty tatuś chciał mnie zgarnąć do domu w połowie trasy, twierdząc, że już mi wystarczy).

Maratony, kontuzje i regularne treningi nie czynią ze mnie specjalisty od biegania. Ale czynią mnie świetnym obserwatorem, zwłaszcza teraz, gdy bieganie przeżywa prawdziwy boom.

284289_447306761974452_358532039_n

Upragnione 42 km 195 metrów. Kilka lat temu nie mogłam nikogo namówić na maraton, niby biegali, ale nie na tyle dużo, by podjąć wzywanie (w tej chwili już spora część z nich, może się pochwalić kolekcją medali). Biegacze chcą mieć namacalny dowód swoich osiągnięć, o czym świadczy frekwencja w biegach długodystansowych. Dziś, jeśli nie zapiszesz się na bieg wystarczająco wcześnie, pozostanie ci tylko kibicowanie znajomym na ulicach miasta. Dla przykładu, maraton wrocławski (przewidziany na 4000 uczestników) od dwóch lat boryka się z problemem, albo powiększyć imprezę, albo odprawić z kwitkiem biegaczy, którzy zapisują się na ostatnią chwilę.

Park, szósta rano. Kiedyś o tej nieludzkiej porze biegali tylko zapaleni maratończycy. Teraz o każdej porze dnia parki, ulice i plaże zapełniają się biegaczami. To fajnie, miło popatrzeć, że społeczeństwo nie stroni od aktywności fizycznej, ale z drugiej strony masowy charakter sportu sprawił, że zanika kultura biegania. Kiedyś każdy biegacz przyjaźnie machał ręką na powitanie, dziś zdarza się to nielicznym (być może od machania rozbolała, by dzisiaj ręka).

Sprawdzam wyniki, wrzucam na facebooka. Gdy zaczynałam biegać podstawą było wygodne buty i odtwarzacz plików mp3. Dziś nie rozstajemy się z opaskami Nike albo Endomondo, bo wszystko przekłada się na wyniki: kilometry, średnia prędkość, spalone kalorie. A na koniec najlepiej wyspowiadać się z treningu znajomym na facebooku. Oczywiście, dopóki to forma motywowania siebie, a nie forma autopromocji, to wszystko gra.

Pobiegnę wszystko. Dziś każdy biegacz może bez problemu znaleźć dla siebie odpowiedni bieg. Każde miasto i miasteczko w Polsce musi pochwalić imprezą biegową. Pół-maratony, maratony, biegi na 5 albo 10 kilometrów, biegi w celach charytatywnych, biegi nocne, biegi dla płci pięknej, a nawet biegi w chmurze kolorów (!) (najbliższy 15 września w Warszawie).

426187_443960135702846_1350542122_n

Przyznaję, czasem szydzę z całej tej otoczki, którą tworzą wokół siebie biegacze. Ja pewnie też tak czasami robię, nawet jeśli wolę korzystać z profesjonalnych zegarków niż aplikacji połączonych z facebookiem i nie czuję potrzeby informowania znajomych o tym ile kilometrów nabiłam i ile kalorii spaliłam.

Najważniejsze to, by nie pogubić się w tym wszystkim i zwyczajnie czerpać radość z biegania, nie tylko z wyników.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s