A niech cię … Facebook!

Kiedyś widziałam taki obrazek. Dom pogrzebowy, trumna ozdobiona kwiatami, rzędy pustych krzeseł. W głębi pomieszczenia ubrana na czarno kobieta szepcze do mężczyzny: Miał ponad 2000 przyjaciół na Facebooku, spodziewałam się, że wpadnie więcej ludzi! Przykład jest nieco creepy, ale musicie przyznać sami, że jest w nim sporo prawdy. Portale społecznościowe kreują nowy lepszy świat, nie ma w nim smutnych twarzy, ani trudów codziennego życia. Są za to miliony znajomych, egzotyczne scenografie z wakacji, nietuzinkowe pasje, nowonarodzone brzdące i niekończące się zabawy. Czasami myślę sobie, że właściwa nazwa to LansBook, a nie Facebook…właściwa przynajmniej dla połowy użytkowników portalu, druga połowa – na szczęście – umiejętnie z jego możliwości korzysta.

the-social-network-1

Nie mam Facebooka i … żyję

W zasadzie konto mam, ale używam je WYŁĄCZNIE do administrowania facebookowego profilu Kulturalnie Po Godzinach. Czyli tak jakby go nie było, bo nie gromadzę tam zdjęć, informacji ani przyjaciół. Gdy ktoś ma pyta mnie, czy korzystam z tego bogactwa, które daje fb, odpowiadam, że nie, bo nie sprzedaję swojej prywatności. Zabawne, że przez tyle lat nikt, absolutnie nikt, nie próbował podważyć poprawność mojej tezy. Jakby wystawianie na widok publiczny własnego życia było kosztem wliczonym – niczym VAT – w postęp komunikacyjny. Nie chcę mieć 2000 fake przyjaciół, w tym Zdzisia z drugiego piętra, który mógłby zaprosić mnie do grona swoich znajomych, a ja uznałabym, że nie wypada odmawiać sąsiadowi. I nie miałabym ochoty informować 2000przyjaciół, że tego lata moje białe bikini prezentuje się doskonale na molo w Sopocie. Nie jestem ekshibicjonistką, na miłość boską! (chyba z tego samego powodu nie mogłabym być blogerką modową, ale to już temat na zupełnie inny post).

Wspomniałam, że można nieumiejętnie lub umiejętnie korzystać z fb. Co przez to rozumiem? Nieumiejętnie oznacza: lans, podglądactwo, hejterstwo, upublicznianie absolutnie każdej notki i fotki, zapraszanie do grona swoich przyjaciół absolutnie wszystkich, by liczbą znajomych rozwalić konkurencję na łopatki. Umiejętnie posługują się portalem ci, którzy mogą sobie wyobrazić życie bez strony na f, którzy zamykają dostęp do zdjęć i publikacji, którzy ograniczają liczbę znajomych do rozsądnej…Mam nadzieję, że to Wy 😉

Ale powiedzmy sobie szczerze, niekiedy odczuwam negatywne skutki nieposiadania profilu na fb. Poznaję fajnego faceta na wakacjach nad Morzem Śródziemnym, ale jemu na myśl o pisaniu maili cierpnie skóra, ale chętnie kliknie Lubię to! pod moim zdjęciem (swoją drogą, co mnie interesuje facet, który nie lubi pisać!?). Albo zakładam bloga i muszę poinformować każdego znajomego z osobna (a jedna akcja na fb załatwia sprawę i od pierwszego dnia lubią mnie setki ludzi). Albo Kreatywny Wrocławrozdaje bilety do kina na fb, a ja muszę się obejść ze smakiem….A nich cię … Facebook!

refaceme-southpark-01

Wycieraczka cudzych problemów, ludzie (pop)kultury mówią dość

Teraz wyjaśnię skąd pomysł na ten post. Przeglądając strony The Hollywood Reporter natknęłam się na informację, że Alec Baldwin zamknął swoje konto na Twiterze (w mojej ocenie to mniej szkodliwy brat fb). Decyzję wytłumaczył refleksją, która przyszła mu do głowy na pogrzebie niezapomnianego Tony’ego Soprano. Baldwin powiedział, że Jimmy Gandolfini był uwielbianą osobą i podziwianym aktorem, a nie dbał o społeczne media (ujął to trochę dosadniej). Pomyślałam, święta racja! A potem dostrzegłam drugie dno tego przedstawienia…okazało się, że żona aktora została podpatrzona przez pewną dziennikarkę, jak  tweetowała w czasie mszy żałobnej (na tematy znacznie mniej poważne)! Wygląda na to, że Baldwin wybrał najlepszą drogę, by zamknąć dziennikarzom usta (choć wcześniej kilka soczystych epitetów poleciało w stronę redaktorki). Przypadek Baldwinów, to – wypisz, wymaluj – idealny przykład na nieumiejętne korzystanie z mediów społecznościowych.

O ile Baldwin pożegnał się z Twitterem na dobre, o tyle inni robią sobie przerwę lub nie mogą się zdecydować… Neil Gaiman, popularny autor science fiction i fantasy uznał, że zaglądanie na tego typu strony zabiera mu zbyt dużo czasu. Ogłosił sześciomiesięczne wakacje od mediów społecznościowych, choć do tej pory aktywnie się w nich udzielał (a czasem followersi pomagali mu w zbieraniu danych do książki).

528067_529134170472193_1553072219_n

Niektórzy stoją przed większym dylematem, facebookowe to be or not to be musiało spędzać sen z oczu Kubie Wojewódzkiemu. Pół roku temu gwiazdor telewizji uznał, ze jego fanpage stał się wycieraczką cudzych problemów przyciągał tak złe emocje jak wrak tupolewa (ah, ten złotousty chłopak!) i postanowił zamknąć swój profil z ponad milionem fanów. Zaszumiało w mediach, a Wojewódzki, jak gdyby nigdy nic, wybaczył portalowi wszelkie krzywdy i wrócił na jego łono (w międzyczasie awansując na Króla TVNu). Teraz jego konto ma 327.706 użytkowników.

Ale poza królewskim awansem, w czasie przerwy na fb, wydarzyło się coś jeszcze…coś, co idealnie pasuje do teorii kreowania nowej rzeczywistości na Facebooku. Otóż, gdy Kuba odpoczywał sobie od sączącego się jadu w internecie, nikomu nieznany, naczelny prowokator, podszył się pod dziennikarza i stworzył profil Kuba Wojewódzki, z dopiskiem: Nowy start. nowy początek, bez hałaśliwych ludzi, sekt smoleńskich (…). Nowy Kuba. Internauci na potęgę klikali przycisk Lubię to! Przeszło 12 tysięcy użytkowników dało się nabrać! A jakby tak nazwę Facebook zmienić na Fakebook?!

Nauka też wtrąca swoje trzy grosze…Profesor Lauray Portwood-Stacer z New York University twierdzi, że nieposiadanie konta na Facebooku albo demonstracyjne jego zamknięcie – to jest teraz cool (magazyn Journal of New Media and Society). Przynajmniej w tych elitarnych kręgach, które wyznaczają, co jest cool i trendy. Z kolei badania niemieckich naukowców, dowodzą, że na 600 użytkowników Facebooka aż jedna trzecia po każdej wizycie na portalu czuła się gorzej, a nie lepiej! To ja się pytam, po jaką cholerę, tam zaglądasz, skoro potem czujesz się źle? No cóż porównywanie się ze znajomymi to ulubiony sport części społeczeństwa.

Póki co, Mark Zuckerberg może spać spokojnie, jego cudowne dziecko wciąż bawi miliardy ludzi na świecie. Choć zdarzają się przypadki opuszczania tej  wielodzietnej, szczęśliwej rodziny, to i tak skala zjawiska jest niewielka.

A Wy moglibyście żyć bez Facebooka?

 

P.S. Żeby było jasne, liczba 2000 na facebookowym profilu Kulturalnie Po Godzinach jest bardzo mile widziana! Z osobami, które klikają przycisk Lubię to! dzielimy myśli i spostrzeżenia, ale nie prywatność 😉

I jeszcze jedno…gdy skończyłam przygotowywanie tego posta natrafiłam na informację o nowym „ciekawym” fanpagu o nazwie Słowa, które prawdopodobnie wymawiasz nieprawidłowo (nie szukajcie na fb, szkoda czasu, by sprawdzić jak się wymawia nazwę Lacoste albo Apple). Profil powstał w niedziele, a dziś ma przeszło 90 000 polubień (!). Coś mi tu śmierdzi … Wolę moje uczciwe, zdobyte ciężką pracą kilkadziesiąt lajków niż tysiące kupionych (bo nie wierzę, by tylu Polaków polubiło stronę za to, że podpowie nam jak wymawiać obcojęzyczne nazwy, które wszyscy znają!) Tyle w temacie…

Właśnie znalazłam tekst z Polityki, opublikowany kilka dni przed pojawieniem się mojego postu. Zacytuję jedno zdanie: W 2011 r. psychologowie i informatycy z uniwersytetu w Cambridge dowiedli, że z samego profilu użytkownika FB (z tego, co sam chciał podać) i odwiedzanych przez niego stron da się ustalić nawet iloraz inteligencji. Inne ciekawostki tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s