Michael Buble vs Matt Dusk

 POJEDYNEK SZYTYCH NA MIARĘ GARNITURÓW 
Ostatnio do moich rąk trafiły dwie płyty i to jednocześnie. Tak samo przeze mnie wyczekiwane i wydane przez artystów, których jednakowo podziwiam. Ponieważ płyty towarzyszą mi cały czas, podczas jazdy samochodem i wieczorów spędzonych w domu, postanowiłam napisać tę recenzję. Jedną recenzję. Nie chcąc Was zanudzać samą treścią krążków postanowiłam subiektywnie (choć wydaje mi się arcytrudnym zadaniem) ocenić i porównać, nie tylko najnowsze dzieła wokalistów, ale również ich samych. W chwili pisania tych słów, jeszcze nie wiem jaki będzie wynik, więc tym bardziej jestem podekscytowaną tą zabawą.

Runda 1. Zawartość, czyli sprawdzone znaczy się dobre
Michael Buble:  To be loved jest znów bardziej jazzowa w porównaniu do poprzedniej. Choć podobnie, jak Crazy Love również zawiera utwory autorstwa Michela, to jednak w całości bliżej jej do jazzu niż do popu. Zasługa to zapewne melodii, które artysta zdecydował się umieścić na najnowszym krążku. Znalazły się tu bowiem piosenki znane i lubiane, jak To Love Somebody (braci Gibbs), Something Stupid, Have I Told You Lately That I Love You. Artystę wspomogli na płycie Naturally 7 (jak zawsze) czy dawno niesłyszany Bryan Adams.
Matt Dusk. My Funny Valentine. The Chet Baker Songbook jest powrotem artysty do korzeni. Po krótkim romansie z popem (album Good News), Matt ponownie wraca do standardów jazzowych. Pod względem aranżacji i klimatu krążek podobny jest do debiutanckiej, One Shot Of Happy, Two Shots of Sad. Dwanaście bardzo nastrojowych numerów wykonanych na najwyższym poziomie. Jednak, jeśli ktoś liczy na to, że Matt poszedł na łatwiznę i wykonał najpopularniejsze utwory znakomitego trębacza, jest w błędzie. Kanadyjczyk postawił (może poza My Funny Valentine) na utwory mniej znane, tym samym dając okazję do zapoznania się z nimi, tym, którzy wcześniej takiej okazji nie mieli.
Buble 1 : 1 Dusk
Runda 2. Wrażenia ogólne, czyli po co nam romantyczne piosenki
Michael Buble. Nie wiem czy album mnie czymś specjalnie zaskoczył. Raczej nie. Jazz miesza się z popem, znane standardy z całkiem świeżymi utworami. Perfekcyjne aranżacje, zniewalający głos. Co na plus? Płytę można słuchać praktycznie wszędzie, w domu podczas sprzątania, podczas jazdy samochodem. Sprawdzi się również na romantycznej randce, a nawet podczas biegania.
Matt Dusk. Nie mogło być inaczej. W końcu to Chet Baker Songbook. Jest przede wszystkim nastrojowo. Dla miłośników jazzu i ujmującego głosu Kanadyjczyka. Nie przyda się podczas porannego joggingu, ale na pewno uatrakcyjni wieczór we dwoje.
Buble 1 : 1 Dusk
Runda 3. Duety, czyli kto z kim nie chciał podobno śpiewać
Michael Buble. Kanadyjczyk postawił na sprawdzony pomysł. Wziąć popularną hollywoodzką aktorkę (niekoniecznie musi mieć talent do śpiewania, bo i tak w piosence słychać głównie męski wokal) i poprosić by zaśpiewała uroczy cover Something Stupid. Pomysł ten wykorzystał już kiedyś Robbie Williams, a dzielnie partnerowała mu sama Nicole Kidman. Buble sięgnął po Reese Witherspoon, aktorkę może mniej wybitą, ale równie znaną, a przede wszystkim uwielbianą (a że akurat teraz przydarzyły jej się policyjne fotki w portfolio, raczej nie ma znaczenia). Jednym słowem pomysł chwycił. Something stupid w wykonaniu duetu Buble -Witherspoon słucha się po prostu świetnie.
Matt Dusk. Artysta zdecydował się stworzyć duet z naszą rodzimą wokalistką, Edytą Górniak. Nie dajcie się jednak zwieść myślom, że artystka dzięki tej współpracy zrobi nagle zawrotną karierę w świecie. Sprawdziłam, piosenka śpiewana kiedyś przez legendarnego Franka Sinatrę, All The Way wprawdzie otwiera najnowszy album Matta, ale tylko ten wydany na  rynek polski. W wersji oficjalnej (tj. światowej), melodia znajduje się na krążku jako siódma i jest wykonywana wyłącznie przez Kanadyjczyka. I tyle z radości po międzynarodowej sławie Pani Górniak! Choć jest to zapewne wyróżnienie dla artystki, to jednak już teraz można patrzeć na nie jako wydarzenie o charakterze lokalnym. A tak przy okazji, niektóre źródła podają, że Pani Edyta bardzo wybrzydzała, jeżeli chodzi o współpracę…oj, bardzo nieładnie.
Buble 1 : 0 Dusk
Runda 4. Lekcje z PR-u, czyli jak wyskoczyć z lodówki
Michael Buble: Bez dwóch zdań Michael Buble jest mistrzem PR-u. Chociaż premiera jego płyty zaplanowana była na połowę kwietnia, to już kilka miesięcy wcześniej wytwórnia, niczym sztab wyborczy przed wyborami prezydenckimi bombardowała nas informacjami oraz sneak-peakami piosenek i teledysków. Buble niemalże wychodził nam z lodówki. Ale wygląda na to, że działania PR-owskie nie poszły na marne. Gdy zaraz po premierze (i to w Polsce, gdzie umówmy się nie sprzedaje się dużej ilości płyt, bo nadal wolimy ją bezkarnie ściągać z internetu) chciałam kupić płytę w największej sieci sklepów muzycznych,  odeszłam z kwitkiem. Czyżby Buble nieświadomie wpłynął na poprawę naszych zwyczajów muzycznych (chwała mu za to!). To co musiało dziać się w takim razie na świecie?!!
Matt Dusk: Choć jego płyta oficjalnie wyszła w Walentynki, polski dystrybutor postanowił wydać ją dopiero w kwietniu (jakby zapomniał, że w tym samym czasie wychodzi płyta jego bardziej znanego kolegi, Buble). Nie było hucznych zapowiedzi w prasie, ani w internecie (pierwsze informacje pojawiły się przy okazji wspólnego nagrania z Edytą Górniak). Jednak fani przystojnego Kanadyjczyka (jak ja) dzielnie śledzili wydarzenia na jego oficjalnej stronie.
Buble 1 : 0 Dusk
 Runda 5. Dostępność, czyli artysta na wyciągnięcie ręki
Michael Buble: Artysta był w Polsce jak dotąd jeden raz, rok temu w Gdańsku, przy okazji wznowionej trasy koncertowej Crazy Love. Tournée w ramach To Be Loved właśnie się rozpoczęło. Artysta w jego ramach odwiedzi w pierwszej kolejności Wielką Brytanię. Na razie nic nie słychać, by miał przyjechać w nasze strony.
Matt Dusk: Na szczęście kilka lat temu Kanadyjczyk spotkał na swej drodze Julitę, Polkę, o której mówi, że jest jego lepszą połówką. Myślę, że duża w tej znajomości zasługa, że Matt przy każdej możliwej okazji, przyjeżdża do naszego kraju i koncertuje. Jest nowa płyta, więc i są koncerty w Polsce. Aż 4! I już w listopadzie!
Buble 0 : 1 Dusk

And the winner is…Michael Buble (Buble 4 : 3 Dusk)

 Nie ma jednak co się dziwić, Dusk, który ma zaledwie 15 tysięcy fanów na Fb (jeżeli jest to jakiś realny wyznacznik) ciągle jeszcze w porównaniu Michaelem Buble (ponad 5 milionów fanów na Fb!) jest skromnym artystą.
Artyści mają jednak wiele cech wspólnych:
Zarówno Matt, jak i Michael pochodzą z Kanady…
..uwielbiają hokej…
….garnitury szyte na miarę…
….i dobrze wyglądać.
Ale najbardziej lubią wygłupy!
Jeżeli w kategorii KONCERT miałabym obstawić wynik, to byłby to REMIS:
Michael Buble, Gdańsk-Gdynia, Ergo-Arena, 2012. Show, wypracowane w najdrobniejszych szczegółach. Support w postaci Naturally 7 był rewelacyjnym wstępem do wokalno-aktorskiego popisu Michela, który zachwycił głosem, charyzmą i ogromnym luzem na scenie.
Matt Dusk, Poznań, Zamek, 2010. Koncert na dosłownie kilkaset osób był okazją do zobaczenia artysty naprawdę z bliska. Kameralność to zdecydowanie zaleta koncetów tego wykonawcy. Po występię możliwość porozmawiania i zrobienia sobie pamiątkowej fotki. Przemiły i superprzystojny chłopak, oczywiście wyglądał zabójczo w szytym na miarę garniturze!
___________
tekst: Agnieszka
zdjęcia pochodzą z Fb Matt Duska i Michaela Buble
Reklamy

2 Komentarze Dodaj własny

  1. Anonimowy pisze:

    Michael Buble rules! koniec kropka

    Polubienie

  2. Anonimowy pisze:

    zgadza się MICHAEL chociaż MATT też niczego sobie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s