Nasze rozstania, David Foenkinos

ROZSTANIA I POWROTY PO FRANCUSKU, CZYLI CORAZ BARDZIEJ ŻYCZLIWYM OKIEM PATRZĘ NA ROMANSIDŁA

Nasze rozstania
, Davida Foenkinosa na pierwszy rzut oka mogą się wydawać dość oczywiste. Kolejna historia o miłości, taka była moja pierwsza myśl, gdy zastanawiałam się nad zakupem tej powieści. Porównania pisarza do Haruki Murakami’ego zupełnie nie były elementem decydującym o wyborze książki, w końcu nigdy nie byłam fanką pisarstwa Japończyka. Nie przekonało mnie również porównanie do Woody Allena. Bo Allen jest tylko jeden, mieszka w Ameryce i tworzy niezrównane dzieła, jedyne w swoim rodzaju.

Co zatem sprawiło, że Nasze rozstania jednak trafiły na moją listę zakupów?

Po pierwsze. Delikatność. Choć żałuję, że nie dochowałam świętej zasady, najpierw książka, potem film. To jednak Delikatność na podstawie scenariusza Foenkinosa skradła moje serce. I choć nie jestem fanką komedii romantycznych, myślę, że już na stałe trafił na moją listę top 10 tego gatunku. Kupując zatem Nasze rozstania byłam pełna nadziei, że fabuła przynajmniej dorówna poprzedniczce.

Po drugie. Autor. Znając poprzednią historię francuskiego pisarza, byłam pewna, że nie kupuję kota w worku. Intrygujący opis dotycząca autora na obwolucie książki, jeszcze bardziej pobudził moją ciekawość literacką. A brzmiał on tak: David Foenkinos urodził się w 1974 roku w Paryżu. Nauczyciel gry na gitarze, który został pisarzem, bo nie skompletował zespołu muzycznego. Do szesnastego roku życia nie przeczytał podobno żadnej książki (!), jednak jego erudycja literacka świadczy o czym innym(… ) Zakochany w Polsce i Polakach (…) Od razu nasunęło mi się pytanie, czy ktoś, kto jako dziecko czy nastolatek nie przeczytał żadnej książki, może w dorosłym życiu napisać coś sensownego? O czym?

Zaczyna się, tak jak w każdej rasowej love story. Jest On, Fritz, mężczyzna pracujący dla wydawnictwa Larousse, uwielbiający biogramy mniej lub bardziej sławnych ludzi. Do szaleństwa zakochany w Niej, czyli Alice, kobiecie, która nie do końca wyzwoliła spod dyktatury apodyktycznego ojca, biegle mówiącej po niemiecku i kochającej Fritza nad życie. Jest Uczucie. Ale to by było za proste, gdyby Uczucie po prostu było. Ono kształtuje związek tej dwójki, raz namiętny, raz bardziej wyważony. Choć Fritz i Alice nie mogą bez siebie żyć, to jednak schodzą się i rozchodzą z różną częstotliwością, szargani skrajnymi emocjami.

Nasze rozstania to słodko-gorzka historia. Foenkinos udowadnia, że odmienne charaktery, o których mówi się powszechnie, że się przyciągają, mogą jednak komplikować związek. Wszystko podane jak najlepsze francuskie danie – pyszne i wykwintne. Smacznego!

Co po lekturze?

Zauroczenie. Tak jednym słowem mogę określić, to co czułam w trakcie i po lekturze Naszych rozstań. Zauroczenie dotyczy nie samej historii, ta jest można by rzecz, banalna. Uwiódł mnie język, którym autor się posługuje. Z jednej strony dość prosty, ale z drugiej, bardzo emocjonalny i pełen niezwykłych opisów. Foenkinos spisał historię miłosną niezwykle romantyczną, miejscami  tragiczną. Dokładnie jak było uczucie Alice i Fritza, raz głębokie i do grobowej deski, innym razem po prostu namiętne, a jeszcze innym, rodzące katastrofalne skutki.

Zaskoczenie. Czym mogła mnie zaskoczyć książka o miłość? Okazuje się, że mogła i zrobiła to. Pomysł z wpisywaniem co jakiś czas notek biograficznych, niczym z encyklopedii Larousse’a okazał się świetny. Fritz (1979-2006), po okresie chaotycznego dzieciństwa i rozmaitych prestiżowych studiów, cudem osiągnął stabilizację. Liczne źródła podają, że przez pewien czas zamierzał napisać trzytomową biografię Schopenhauera, ale ostatecznie zginął na miejscu zmiażdżony przez worek pocztowy.  Notki sprytnie przemycone do powieści, choć nie zawsze idealnie pasujące do fabuły, zawsze zaskakiwały ciekawą puentą.

Rekomendacja. Będę Nasze rozstania polecać miłośnikom francuskiego pisarstwa, szczęśliwie i nieszczęśliwie zakochanym kobietom (a, co tam mężczyznom też!), molom książkowym, ciekawym życia, gospodyniom domowym i zapracowanym pracownikom korporacji. Dlaczego? Bo to dobrze spożytkowane 2-3 godziny. Powieść do przeczytania dosłownie jednym tchem, podczas jednej podróży samolotem, pociągiem, albo po prostu w domku, przy filiżance kawy.

Ulubiony fragment. No, dobra, jeden z ulubionychPojechaliśmy do Ikei i pokłóciliśmy się. W tym wielkim sklepie powinni zatrudniać doradcę małżeńskiego. Bo jeżeli istnieje miejsce, gdzie serce pary odsłania swoje tajemnice, to ty miejscem jest właśnie Ikea. Zastanawiam się wręcz, czy wszystkie te meble do składania nie stanowią jedynie pretekstu, by siać niezgodę. Jestem niemal pewny, że założyciel Ikei był pozbawionym życia uczuciowego Szwedem w depresji (o niemal pleonazm) i znalazł sposób, by unicestwić życie uczuciowe innych. Wszyscy studenci socjologii powinni odbywać staż w Ikei, jest tam wszystko. My z Alice nie odbiegaliśmy od reguły.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s