Porno-mamuśki szturmują księgarnie, czyli lepiej nie przeglądaj rankingów bestsellerów

Korporacyjny open space, jak powszechnie wiadomo, nie sprzyja zachowaniu dyskrecji, a moje miejsce pod oknem wyłapuje chyba wszystkie generowane wokół dźwięki, również zachwyty dziewczyn z naprzeciwka nad lekturą książki 50 twarzy Greya. Stoję w Empiku w kolejce po bilety na koncert, grupa podekscytowanych nastolatek chichra się za moimi plecami. Dyskretnie patrzę jednej przez ramię, wertują …Greya. Kilka dni później w galerii, potykam się o niedbale porzucony plecak jakiejś dziewuchy. Mało nie wywinęłam orła, a ona nawet nie drgnie, nie przeprosi, tylko siedzi z nosem w książce. …Grey! W tramwaju linii 31 PLUS staruszka nie ma gdzie usiąść, bo małolata tak się zaczytała, że świata nie widzi. W …Greyu się zaczytała, rzecz jasna!

Poranna (internetowa) prasówka, czyli obowiązkowy wu-ef dla szarych komórek. Wyborcza właśnie publikuje ranking bestsellerów książkowych. A tam, na podium dumnie się prezentują maski, kajdanki, ciemne i ciemniejsze strony tajemniczego pana Grey. Przy zapachu pierwszej dziś kawy, nachodzi mnie smutna refleksja. Dość, że nie czytamy prawie wcale, a jak już czytamy, to sięgamy po jakieś literackie buble.


50 twarzy Greya przeczytałam w oryginale. Z ciekawości. Tylko, że ciekawości starczyło zaledwie na sto stron. Skapitulowałam. 

Szkoda czasu na pisanie o fabule i stylu. Dlatego napiszę o trylogii E.L.James w kontekście ciekawego zjawiska popkulturowego.

Wystukać sukces na klawiaturze 

Niejaka Erika Mitchell zafascynowana sagą Zmierzch, Stephanie Meyer, w sieci zaczęła dopisywać wątki do swojej ulubionej powieści. Z czasem zaczęła się z tego tworzyć niezależna historia. Dostrzegło ją małe australijskie wydawnictwo, które zaproponowało Mitchell wydanie powieści na papierze (w formule, druk na zamówienie). Szybko jednak się okazało, że zainteresowanie romansem znacznie przewyższa możliwości wydawcy. W końcu prawa do tekstu kupiła znana firma, Random House, i tak zaczęła się międzynarodowa kariera pisarki E.L. James (Brytyjka postanowiła pisać pod pseudonimem).

Ona pisać nie potrafi 

Mąż Eriki Mitchell, Niall Leonard, autor powieści i scenariuszy, poprawiał żonie składnię i ortografię. Zgłaszał swoje uwagi względem fabuły i bohaterów, choć, jak twierdzi sama autorka, nigdy ich nie uwzględniła. Pomoc specjalisty jednak nie uchroniła debiutantki przed ogniem miażdżącej krytyki. Ponoć sam Stephen King zwyczajnie stwierdził, że E.L. James pisać nie umie. Na literackiego Nobla raczej nie ma co liczyć.

TO żyje własnym życiem 

Autorka erotycznej trylogii ma świadomość niedoskonałości swojej ksiązki. Twierdzi, że gdy czyta niektóre jej fragmenty, to kuli się z zażenowania. Kiedyś miała nawet ochotę wstrzymać dodruk powieści i na nowo ją zredagować. Ale już wówczas jej dzieło żyło własnym życiem, a wydawca nie chciał nawet o tym słyszeć.

To wszystko o czym marzysz, a boisz się przyznać 

Porno dla mamusiek, tak krytycy pogardliwie nazywają ten rodzaj literatury, który reprezentuje seria książek o panu Grey. Trzeba przyznać, że James udało się idealnie wstrzelić w lukę na rynku wydawniczym. Dziś po luce nie ma jednak ani śladu, wypełniły ją rożnego rodzaju klony, których wzmożony atak można było zaobserwować zwłaszcza w okresie walentynek.

Morał z tej opowieści jest następujący 

– nie musisz mieć stylu Umberto Eco, by osiągnąć sukces w literaturze

– nie masz pomysłu na temat, seks się zawsze sprzedaje

– pop – literatura, która nie stawia przed czytelnikiem zbyt wielu wymagań, wypiera literaturę piękną i wartościową. Psuje przy tym poranny humor wielbicielom dobrej książki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s