Chris Botti Live!

MUZYKA BEZ BLICHTRU I MTV, CZYLI W CZYM TKWI FENOMEN
W zeszłym roku na stronie ethnojazzfestival.pl można było wytypować artystę, którego wrocławianie chcieliby zobaczyć na scenie. Bez chwili namysłu wpisałam Chrisa Bottiego. Konkurs wygrałam, a chwilę potem organizator oficjalnie poinformował, że najsłynniejszy trębacz świata 18 marca odwiedzi miasto nad Odrą. Broń Boże, nie przypisuje sobie udział w ściągnięciu muzyka do Wrocławia, ale usłyszeć na żywo wirtuoza trąbki było dla mnie niczym spełnienie marzeń.

ChrisBotti980x551-680x383Botti promuje właśnie w Europie nagrodzony nagrodą Grammy album Impressions, na którym pojawiają się niezwykłe osobowości świata muzyki, Mark Knopfler, Andrea Bocelli, David Foster, Herbie Hancock. Niegdyś utalentowany trębacz pracował z Paulem Simonem, towarzyszył również Stingowi podczas trasy Brand New Day.

Dziś jest marką samą w sobie, która jak magnes przyciąga największych. Na jego fantastycznym koncercie, wydanym na płycie, Live in Boston (2009), pojawili się Steven Tyler, Josh Groban, John Mayer i oczywiście Sting. Twórczość Chrisa Botti oscyluje na granicy gatunków, zarzuca mu się romansowanie ze smooth jazzem, uchodzącym za bardziej komercyjną i łatwiejszą w odbiorze formę jazzu. Zaś statuetkę Grammy przyznano mu w kategorii pop instrumentalny. Ja utrzymuję, że Botti jest gwiazdą jazzu, a kto nie wierzy, niech lepiej wybierze się na jego koncert.

Nienaganny wygląd, idealnie skrojony garnitur, Chris Botti zasłużenie zdobywa najwyższe miejsca w rankingu najpiękniejszych ludzi na świecie. Mógłby, niczym Michael Buble, bez trudu uwodzić ze sceny pokaźną część kobiecej publiczności. Ale on nie puszcza oczek, nie kokietuje. Za to mówi dużo o muzyce, inspiracjach, o artystach, z którymi pracował. Przy tym sypie żartami jak z rękawa. Ale zawsze z klasą i dżentelmeńskim wyczuciem. Scena surowa, bez scenografii. Bo to muzyka, która nie potrzebuje kolorowej promocji w MTV, gardzi blichtrem i przepychem.

Wrocławski koncert trębacza rozpoczął melancholijnie, przez dwa utwory niestrudzenie pracowały migawki aparatów. Gdy po czasie ustalonym przez organizatorów, fotoreporterzy kierowali się do wyjścia, Botti zatrzymał ich, mówiąc, że jego pierwszy gość zasługuje na uwagę prasy. A na scenę wkroczyła piękna skrzypaczka Caroline Campbell, z którą wykonał wzruszający motyw Emanuelle. Poźniej cudowną harmonię połączonych dźwięków trąbki i skrzypiec usłyszeliśmy w Prelude no.20 in C minor Chopina, utworze, który Botti zdecydował się uwzględnić na płycie Impressions po koncercie Tu, Warszawa. Artysta pochwalił Polskę za edukację w dziedzinie muzyki klasycznej i otwartość na różnorodne gatunki, w tym przede wszystkim, na jazz.

Jeśli ktoś zna płyty muzyka, wie doskonale, że sporo na nich utworów z partiami wokalnymi. Zastanawiałam się, kto uświetni występ Bottiego w Polsce. Padło na Sy Smith, kobietę dynamit, która rozsadzała scenę swoim poczuciem humoru i energią. Zdobyła serce publiczności śpiewając The Look of Love oraz francuskojęzyczny utwór Stinga, La Belle Dame Sans Regrets. Chrisowi Bottiemu udało się zebrać zespół wybitnych muzyków. Na pianinie zagrał Billy Childs, zdobywca licznych nagród Grammy (w tym temacie panowie Botti i Childs ostro rywalizują). Utwór Michaela Jacksona, You are not Alone, należał do wybitnego gitarzysty z Rio De Janeiro, Leonarda Amuedo, zaś we Flamenco Sketches z repertuaru Milesa Davisa, swoje umiejętności pokazywali basista i kontrabasista, Richie Good oraz perkusista, Billy Kilson. Przyznam, że dawno nie słyszałam tak doskonale zgranego zespołu towarzyszącego, który z jednej strony tworzy jednolitą, spójną całość, a zarazem każdy z muzyków ma potencjał solisty.

Trwający prawie dwie godziny koncert minął w oka mgnieniu. Botti na koniec postarał się rozbawić publiczność, wciągając na scenę nieśmiałego chłopca, który ni w ząb nie pojmował, co do niego mówi pan z trąbką. Artysta postarał się zatem o blond tłumaczkę z pierwszego rzędu, której przekład kojarzył się raczej ze składniami wypluwanymi przez google translator. Publiczność umierała ze śmiechu, a tłumaczka w nagrodę zagrała partię na perkusji (oczywiście po tym jak publicznie wyznała trębaczowi miłość).

Nic też dziwnego, że wrocławska publiczność opuszczała Halę Orbita w wyśmienitym nastroju. Nawet panująca na zewnątrz zamieć śnieżna nie byłaby w stanie tego zmienić.
________________
 tekst: Magdalena
An Evening with Chris Botti,
Wrocław, Hala Orbita
18 marca 2013
zdjęcie: chrisbotti.com
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s