Melody Gardot, The Absence

OBECNA

Pierwszy raz o Melody Gardot usłyszałam przy okazji singla Baby I’m a Fool. Połączenie muzycznej wrażliwości Norah Jones i pięknego głosu a’ la Diana Krall, pomyślałam i od razu zaczęłam szukać w internecie informacji o moim „odkryciu”. To, co mnie wzruszyło to nie tylko przepiękna muzyka, ale również historia młodej artystki*. Myślę, że jej heroniczna walka z niepełnosprawnością może być nadzieją dla innych chorych i dowodem, że w życiu można pokonywać wszelkie granice i trudności.

cover_the_absenupdated4-12_300cmyk
Swoją trzecią studyjną płytą Melody Gardot tylko jeszcze bardziej umacnia swoją osobę i muzykę w jazzowym świecie. Można zatem wnioskować,  że jej tytuł Absence nadany został z przekory. Bo zapewne podobnie, jak jej poprzedniczka My One and Only Thrill, zdobędzie status co najmniej platynowej płyty w Polsce. Choć materiał jest zupełnie odmienny w brzmieniu od dotychczasowych, to na szczęście nie ma w niej żadnego kokieteryjnego i ślepego podążania za muzycznymi trendami. Płyta jest niezwykle autentyczna jako, że zainspirowana została licznymi podróżami, podczas których artystka miała okazję poznać zwyczaje kulturalne na różnych szerokościach geograficznych. I tak wraz nastrojową muzyką przenosimy się a to do słonecznej Lizbony, a to na brazylijskie plaże albo do malowniczego Maroka. Podróż z Melody nie nudzi, bo choć w większości jest melancholijnie i spokojnie, to bywa również całkiem pogodnie. Nastrojowa Lisboa i nieco mocniejsze Impossible Love są zdecydowanie moimi faworytami.  Warto wspomnieć, że płyta powstała we współpracy z Heitorem Pereirą, znanym producentem, twórcą muzyki filmowej, laureatem nagrody Grammy, który może się pochwalić pracą z artystami z pierwszej ligi, Stingiem, Eltonem Johnem czy Simply Red.

Płyta bardzo dojrzała i spójna. Dla miłośników podróży i poznawania różnych zakątków świta, ale przede wszystkim dla miłośników pięknej wokalistki. Polecam do wielokrotnego smakowania i celebrowania!

* W 2003 roku dziewiętnastoletnia wówczas Melody Gardot została potrącona przez pędzący samochód. Doznała rozległego urazu głowy, miała złamany kręgosłup i pękniętą miednicę. Przez ponad rok leżała unieruchomiona w gipsie. Miała problemy z mową i pamięcią. Lekarz, wiedząc, że interesowała się muzyką (jako 16-latka już grała i śpiewała w barze), zalecił jej muzykoterapię. I tak zaczęła się jej przygoda z muzyką. W szpitalu uczyła się grać na gitarze i komponowała piosenki, które znalazły się potem na płycie Some Lessons: Bedtime Sessions, (utworów nie wykonuje już na koncertach, bo za bardzo kojarzą się jej z bolesnym czasem spędzonym w szpitalnym łóżku).

Od tego czasu minęło kilka lat, Melody zyskała status gwiazdy, a jej kolejne płyty Worrisome Heart The One and Only Thrill stały się hitami.  Muzycznie, osiągnęła chyba wszystko czego jazzowa artystka mogłaby sobie życzyć, jednak zdrowie nadal pozostawia wiele do życzenia. Melody na co dzień porusza się o lasce i z powodu nadwrażliwości na światło zmuszona jest nosić ciemne okulary. Na szczęście nie przeszkadza to jej w komponowaniu pięknych i nastrojowych melodii i koncertowaniu.

Artystka wiosną po raz kolejny zawita do Polski i z pewnością podczas koncertu podzieli się z słuchaczami swoimi wspomnieniami o babci- Polce, która zmuszała ją do oglądania w kółko filmu Wizard of Oz i być może ponownie zadedykuje jej Somewhere Over the Rainbow.
___________
tekst: Agnieszka
Melody Gardot,
Absence
Universal, 2012
zdjęcia: facebook.com/melodygardot
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s