Seal Live!

SEAL ZRYWA Z MELANCHOLIĄ
Listopad we Wrocławiu zdaje się być niekończącym się festiwalem muzyki, koncert za koncertem. Ledwo opadły emocje po rewiowym show Diany Krall i punkowym szaleństwie z Jezus Marią Peszek, a na deser brytyjska gwiazda pop, Seal.

Początki kariery tego wokalisty są mocno osadzone w tanecznej muzyce popowej. W połowie lat dziewięćdziesiątych wszyscy nucili Crazy oraz Killer, przebój nagrany wspólnie z Adamskim. Niestety na kilku udanych singlach się skończyło, a popowe poszukiwania zaowocowały wydaniem kilku słabszych płyt, które przeszły bez większego echa. Dopiero Kiss from a Rose, piosenka ze ścieżki dźwiękowej do filmu Batman, w wielkim stylu przypomniała o utalentowanym artyście. Cóż, mocny, soulowy głos Brytyjczyka niezaprzeczalnie najlepiej prezentuje się w takich właśnie utworach. Tym bardziej cieszą mnie ostatnie dokonania artysty. Na powstałych we współpracy z Davidem Fosterem płytach Soul i Soul 2, Seal z powodzeniem mierzy się ze znanymi i lubianymi amerykańskimi piosenkami i takimi legendami, jak Marvin Gaye czy James Brown. Balladowy ton artysta utrzymuje również na ostatniej płycie zawierającej jego autorskie kompozycje, VI Commitment.

Oczarowana soulowym brzmieniem artysty, spodziewałam się spokojnego, refleksyjnego wieczoru…nic z tego…Seal postanowił nas zaskoczyć.

Już od pierwszego utworu (zremiksowanej wersji Crazy) artysta szalał, skakał i zachęcał do zabawy. Przy kolejnym hicie Killer Seal postanowił opuścić scenę i śpiewał w tłumie fanów, ściskając dłonie i wskakując na krzesełka. Publiczność oszalała, trybuny opustoszały, wszyscy gromadzili się pod sceną, gdzie zapanowała atmosfera przyjemnej zabawy. Zadowolony wokalista powiedział, że o to chodzi, dziś mamy być together (razem) i zaśpiewał utwór z repertuaru Ala Greena, Stay Together. Po kilku utworach artysta nieco zwolnił, a to za sprawą pięknej ballady Rose Royce, zatytułowanej Love Dont Live Here Anymore, by po chwili odpoczynku znów podkręcić tempo. Zabrzmiały My Visionoraz utwory z początku kariery: The Beginning oraz Crazy. W końcówce znów zrobiło się refleksyjnie. Nie mogło zabraknąć jednej z najpiękniejszych ballad ostatnich lat, Kiss from a Rose. Szczęściara z pierwszego rzędu wysłuchała ją na scenie w objęciach piosenkarza. Nieco później Seal zagrał na gitarze wzruszający, skomponowany dla córki utwór, Secret (znajduje się na ostatniej płycie piosenkarza, w bardzo intymnym teledysku występuje jego żona – w tej chwili ex żona – Heidi Klum).

Koncert Brytyjczyka zaledwie w niewielkim stopniu pokrył się z moimi oczekiwaniami. Z pewną dozą rozczarowania przyznaję, że nie doczekałam się szlagierów typu: It’s A Man’s Man’s Man’s World, Wishing on a Star czy Walk on By. Czy zatem artysta zawiódł? Absolutnie nie! To było 90 minut bardzo przyjemnej zabawy, a po melancholijnego Seala sięgam na co dzień w domu.
_____________
Seal
Wrocław, Hala Stulecia
18 listopada 2012

 
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s